„Przemieszczenie” – recenzja.

Wyśmienity, poruszający performance Anny Steller „Przemieszczenie” zabiera widzów od pierwszej miłości do nieskończoności.

Przygotowując odbiorców „Przemieszczenia” Steller przywołuje Marinę Abramović i  „Performatykę” Richarda Schechnera , ale trudno sobie wyobrazić żeby lektura wykładu mogła zrobić porównywalne wrażenie.

Performerkę zastaję w białej, pustej przestrzeni Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie na wpół  zagipsowana w kostium sterczy w rogu pod ścianą ściskając dziewczęcy pamiętniczek, spokojna i skupiona, jak ktoś kto szykuje się do wykonania salta.

Po chwili nie dłuższej niż oddech, osiąga maksimum : rzuca się na ścianę, miotana ekstremalnym wrzaskiem, na całe gardło odczytuje kilka kolejnych stron z własnego pamiętnika nastolatki, wciągając widzów bezwględnie w intymne wyznania wyryczane rodzierającym głosem.

– jedni zasłaniają uszy, inni śledzą narrację,  śmieją się.

 

Wstaję i podchodzę bliżej. Energia wykrzyczanego wyznania, pociąga mnie jak bulgocąca lawa.

Głos performerki mimo ekstremalnych rejestrów jest przyjemny, subtelnie modulowany. Jest to głos pełnej scenicznej ekspresji, wygodny i wyrazisty, przynosi performerce wyraźną ulgę, wyzwolenie.

Obserwuję rzucającą się na ścianę postać, wykrzykującą jak cudowny był pierwszy pocałunek. Jestem pewien że treść dobiera przypadek.

Gipsowa koszulka trochę pęka. Kończą się wyznania. Performance przenosi się piętro wyżej. Kiedy razem z grupą ludzi wchodzę po schodach podążając za przemieszczającą się performerką, jestem wzruszony. Zaskakuje mnie to zupełnie tak jakbym przypomniał sobie sen, wyśnił go jednocześnie, nagle obudzony i pozostawiony z niejasnym uczuciem więznącym w gardle.

Po chwili, w ogromnej oświetlonej światłem projektora sali, performerka wydostaje się z kostiumu, siada na kanapie i wraz z graną na żywo muzyką rusza projekcja wideo poprzedzonego credo: ” ze wszystkich rzeczy w lesie najbardziej boję się siebie samej „.

Ta zimna i statyczna scena ożywiana jest niebanalną muzyką. Wrażenia stygną. Kończy się projekcja. Następuje sekwencja ściśle performerska- z rozbiegu, systematycznie performerka ciałem przesuwa kanapę, chodzi po niej, wchodzi pod nią, stawia kanapę na sztorc, wdrapuje się na jej szczyt i skacze. Performance się łamie, staje się uporczywy, groteskowy, ryzykowny i desperacki, a jednak zachowuje ciągłość- mam poczucie że na moich oczach kształtuje się sens nie wynikający z czynności, że ta sekwencja prowadzi mnie w przemyślany sposób do nowego otwarcia.

Z wiadra na środek sali leje się biały akryl. Charakter ruchu artystki zmienia się zupełnie,  uświadamiając mi że w scenie zaistniała nowa jakość.

Performerka usztywnia ciało. Sztywna dochodzi do plamy farby, klęka, rozluźnia się, rozpuszcza włosy, macza je w farbie i na kolanach, miękka i oddana maluje włosami na podłodze symbol nieskończoności.

Rozbiera się. Powoli, naga, wyprostowana, roztaczając aurę świątyni krąży po obwodzie podwójnej elipsy, podobna alegorii kosmicznego bóstwa. Jestem pewny że będzie tak krążyć dopóki ostatni widz nie opuści sali. I krąży, bez braw, naga, bezpośrednia, rzetelna, niesłychanie piękna – powracająca gwiazda, porzucona nieopodal miejsca, z którego ruszyła poruszona.

Marina Abramivić twierdzi, że obecnie znajduje się w trzecim akcie, w akcie w którym wszystko idzie bardzo dobrze ale właśnie w trzecim akcie aktor umiera.

Patrząc we wskazanym przez Annę Steller kierunku, można stwierdzić, że znajduje się ona w pierwszym akcie. W akcie w pełni świadomego, całkowitego oddania sztuce performance.

 

„Przemieszczenie”

Performance : Anna Steller

Kostium : Julia Porańska

Muzyka : Adam Witkowski

Wideo: Maciej Salamon

 

Premiera : 03.11.2012 Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, Gdańsk.

 

tekst : bartłomiej łuniewicz

 

jeszcze więcej i trochę inaczej o performance Anny Steller „Przemieszczenie”.   Zobacz tutaj