Last Touch First – Bałtyckie Spotkania Teatrów Tańca

Bałtyckie Spotkania Teatrów Tańca rozpoczęły się od prezentacji spektaklu „Last Touch First” w reżyserii uznanej sławy wśród choreografów, Jiříego Kyliána, z pochodzenia Czecha na stałe pracującego przede wszystkim w Holandii. W Gdańsku został przyjęty z nadobną starannością należną mistrzom. 

Oglądnęliśmy historię zamkniętą niczym w ramie obrazka rodzajowego jak u Vermeera czy  fotografii w technice sepii. Kostiumowo i kolorystycznie spektakl sugerował powiązania z koncepcją rodzinnego piekiełka u Czechowa, czy piekła u Strindberga. Trzy pary, w jakiś sposób powiązane ze sobą towarzysko, uprawiają rodzaj gry, która oprócz uzależnienia wyzwala w postaciach wszelkie demony. Strach, poniżenie, desperacja, niepokój, władza, samotność, rozczarowanie to wyzwolone stany u bohaterów, którzy nie chcą i nie mogą porzucić swojego przywiązania do cierpienia. Nawet otoczenie zostało zaadaptowane do tego, aby to cierpienie „oswoić”. Tkanina pokrywająca całą przestrzeń sceny, tłumiąca wszelkie odgłosy stosowania przemocy, rozłożyste suknie kobiet, które przykrywają ślady gwałtu, ale jednocześnie suknie te można łatwo zdjąć, kiedy chce się zaspokoić pożądanie. Niekończąca się powtarzalność ruchów, spowolnionych jak na filmie, kadr za kadrem, klatka za klatką. Koncepcja, aby zatrzymać tancerzy w ruchu miała splatać się z koncepcją śmierci i destrukcji, którą zarażeni zostali bohaterowie. Towarzyszą im półcienie, świeca, przeraźliwe dźwięki, które nie mają nic wspólnego z harmonią.
Trdno oceniać ten spektakl w kategoriach teatru tańca, ponieważ taniec został sprowadzony do pewnej umowności, niezbędnej, aby potraktować go jako bardzo pojemną formę. Sam Kylián wypowiedział się podczas niedzielnego panelu w foyer Opery Bałtyckiej, że tańcem jest wszystko, każdy gest i ruch, które stanowić mogą odrębną wypowiedź, a tańczymy od momentu narodzin do śmierci. Ciężko sytuować spektakl w normach wystawienia dramatycznego, ponieważ dramat rozgrywa się niemo. Dla mnie ten eksperyment twórcy uznanego w świecie (w Polsce dwa lata temu można było oglądnąć jedno z najlepszych przedstawień Kyliána zrobione z Nederlands Dans Theater II) to teatr gestu, kolejna próba dookreślenia tańca jako sztuki. To polemika nie na poziomie poetyk, tylko bardzo wyraźny głos eksploratora tej dziedziny artystycznego przekazu. To konkretne widowisko wydało mi się jednak próbą nazbyt skostniałą, formalnie usztywnioną, tym samym mało czytelną. Niezwykły, choć ryzykowny, jest jednak sam pomysł wykorzystywania w spektaklach tancerzy powyżej 40 roku życia, a tyle i dużo więcej mieli uczestnicy projektu „Last Touch First”, dziający w ramach projektu

źródła