Dwubiegunowe Międzynarodowe Spotkania Performerów

 

PIGS AND RABBITS

„Jak robi świnia?” Padło kiedyś przy stoliku, przy którym siedział Polak, Amerykanin, Węgier i Niemiec. Tak mógłby rozpoczynać się klasyczny dowcip o różnicach kulturowych czy lingwistycznych. Sytuacja wydarzyła się naprawdę i stała się poniekąd, przyczółkiem do mojej fascynacji związanej z tym zwierzęciem. Polak odpowiada: w Polsce świnia robi chrum, chrum, chrum. Wszyscy zareagowali spazmatycznym śmiechem, Węgier śmiał się najgłośniej. W Stanach – odpowiada Amerykanin – oyng, oyng, oyng. Znów salwa śmiechu, węgierskiego oczywiście najwięcej. W Niemczech: kroch, kroch, kroch – Węgier o mało nie spadł ze stołka. Abel! – pytamy – a jak na Węgrzech? Jak robi świnia na Węgrzech? Jak to jak? – odpowiada Abel – To oczywiste: frut, frut, frut!!! Mimo językowych i obyczajowych rozbieżności, jedna stereotypowa opinia potwierdza się w każdym kraju: świnie – świnią, a króliki? Króliczą?

Zbiegiem okoliczności, kolejny numer magazynu „Inter” wydawanego przez Centre De Art Actuel LeLieu w Quebec, poświęcony będzie w całości tematowi zwierzęcość , dehumanizacji w sztuce oraz szerszej refleksji na ten temat w erze post-humanistycznego kryzysu. Oczywiście tematy natury eksploatowane były na każdej płaszczyźnie sztuki. Inter skupia się głównie na sztuce performance (w mojej opinii mającej najwięcej wspólnego z wydobywaniem zwierzęcej natury – o czym później). Animality jako forma maski, izolacji, metamorfozy (znakomita filmowa kreacja Matthew Modine w Ptaśku Alana Parkera) terapii, schizofrenii (Makbet) ekspresji, symbiozy eksploatowana była przez wielu artystów, zajmujących się żywą sztuką . Olek Kulig, czyli „artysta-zwierzę”, z połączenia zoofilii ze schizofrenią, ukuł nawet na swoje potrzeby termin Zoophrenia , który w pełni obnażać ma zwierzęcość natury ludzkości, jego masochistycznych skłonności, oraz dualizm pomiędzy kulturą i naturą. I pewnie dalej chodziłby bez smyczy, gdyby ktoś nie wezwał hycla podczas jego akcji. Co było chyba najlepszym komentarzem, potwierdzającym autentyczność performera, autentyczność zawartą w byciu zwierzęciem.

Królika i kojota wytłamsił na wszystkie sposoby Joseph Beuys. Zaczynamy dostrzegać, że człowiek nie jest najważniejszą istotą we wszechświecie, że nie siedzimy na szczycie drabiny bytów. Doceniamy współobecność zwierząt i rzeczy. One (zwierzęta) są równie ważne w działaniach Beuysa jak obecność człowieka. Sztuka Beuysa nie jest o zatraceniu się w działaniu. To tylko – a może i aż – emocjonalne relacje między człowiekiem a drzemiącą w nim bestią.

Bestie (bestialstwo), w myśl monty python’owskiego cytatu kocham zwierzęta dlatego je zabijam, wydobyli Rodrigo Garcia, Tinkebel czy Guillermo Vargas, którzy ostatecznie przekroczyli granice zezwierzęcenia. Pokazali prawdziwą naturę człowieka i bezdyskusyjne miejsce bezdusznego ogniwa w tym łańcuchu. Zabicie innego zwierzęcia, (człowieka?) w imię sztuki. Być może przed tym przestrzegał Nietzsche (Human All too Human ), przed hipokryzją człowieczeństwa, zrzuceniem odpowiedzialności i amnezją ekologicznej mądrości (vide Ekozofia)? Człowiek ostatecznie zacisnął w człowieczeństwie hamulec. Teraz obowiązuje nowy kanon: haltowania emocji, powściągliwej wrażliwości i kulturowego zdziczenia. A wydaje mi się, że jeszcze kilkanaście lat temu było więcej facebookowego człowieka na ulicy, pod trzepakiem – pierwszym domem kultury, atlasem ćwiczeń małpich nie krzywdzących nikogo umiejętności.

Obserwując z gniazda dzieciństwa ojca, będącego w szale; procesie malowania zapamiętałem jedno. Performatywne zwierzę, tak naprawdę nie malowało – szarpało materie. Próbowało przebić się przez mur blejtramu, wyskoczyć po za klatkę znaczeń. Emocje zawarte w jednym uderzeniu potrafiły utrwalić się mocniej w mojej pamięci, niż końcowa warstwa werniksu. Grymas na twarzy, towarzyszący temu syk dostrzeżonego błędu, czy skowyt zadowolenia. Spektakl totalny! Czarodziejski był dla mnie w tych czasach ten Szaman, jego gesty, zaklinanie rzeczywistości, wyrzucona ekspresja była sugestywniejsza niż samo malarstwo, wyschnięte i martwe, nudne bo skończone. Podobnie zresztą było z warsztatem rzeźby, który traktowałem bardziej jak sale gimnastyczną, o profilu: zapasy pomieszane z karate, lub efektowny skok przez kozła. Dzieło się nie liczyło. Owej zwierzęcości znalazłem najwięcej w późniejszych latach właśnie w sztuce performance. Jest jej wręcz naturalną cechą, wydobywanie instynktów, szukanie człowieka, jego możliwości i granic. A wszystko to ujęte w emocjonalne zatracenie się w działaniu.

Takim kluczem kierowałem się przy komponowaniu listy artystów I Dwubiegunowego Spotkania Performerów PIGS and RABBITS w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Króliki i świnki to tylko umownie przeciwstawne subkultury. Wspomniana dwubiegunowość zawężona zostaje do stylistycznych różnic. Zaproszeni artyści, to przede wszystkim performatywne zwierzęta, których łączy wiele: gest, kontekst, procesualność, dzieli siła ekspresji: u jednych skompresowana u drugich wyzwolona. Królicza siła wyrazu, w której każdy ruch jest niezwykle przemyślany i ostrożny a ilość użytych rekwizytów skrupulatnie zawężona. Cel jest jasno określony, zaplanowany w kilku ruchach, tak aby w jak najszybszy i najklarowniejszy dla siebie sposób dotrzeć do nory – jaźni widza. Minimalistyczna królicza estetyka. Świni to nie interesuje, pruderyjnie działa. Improwizuje, tapla się w chaosie i estetycznym błocie, czerpiąc najwięcej satysfakcji z tego kreatywnego wigoru. Być może wykonuje więcej niepotrzebnych ruchów, ale pozostaje dalej przekonywującym poszukiwaczem. Ryje na swój osobliwy sposób w emocjach odbiorcy. Jedni w linii prostej wywodzą się z action paintingu, Art-Brut drugich namaścił Fluxus, Duchamp, rozwój technologii. Pierwsza grupa, poukładana, uestetyzowana, powściągliwa w emocjach i minimalistyczna w wyrazie, ale bardzo sugestywna zarazem. Druga grupa to impulsywni bałaganiarze, ich występy głównie oparte są na chaosie, improwizacji, destrukcji i wizualnie mocnych obrazach.

PIGS and RABBITS, to przede wszystkim próba konfrontacji dwóch przeciwstawnych estetyk, zmiennych energii czy dwóch biegunów emocji. Nie zapraszam jednak do ZOO ani cyrku, ale do poszukiwania człowieka i tego co prawdziwie ludzkie: emocji, wrażliwości… mądrości.

/dr Arti Grabowski/

 

11-12 stycznia 2013 (od godziny 1800 )

WSTĘP WOLNY!

KURATOR:

Arti Grabowski

ZAPROSZENI ARTYŚCI:

Józef Robakowski (Polska)

Artur Tajber (Polska)

Janusz Bałdyga (Polska)

Antoni Karwowski (Polska)

Johannes Deimling (Niemcy)

Andre Stitt (Północna Irlandia)

Olivier de Sagazan (Francja)

Jeff Huckelbery (USA)

Istvan Kantor (Kanada/Węgry)

Jamie McMurry (USA)

 

link do źródła