Bonsai – Leszek Bzdyl solo

Bonsai

 

Anna Królica, www.NowyTaniec.pl, 3.07.2006

Bonsai w wykonaniu Leszka Bzdyla to minimalistyczny układ, który ujął widzów swoim zdystansowaniem i ironią. Choreografię tę stworzyła Katarzyna Chmielewska. Wykorzystanie dadaistycznej gry z formą jakże celnie prowadzi do korzeni nazwy założonego przez wykonawcę i choreografkę teatru – Dada von Bzdülöw.

Tancerz gra z rekwizytem i zarazem częścią kostiumu scenicznego – spodniami dżinsowymi. W trakcie pierwszej scenie rodzą się niemal fenomenologiczne pytania. Dlaczego widz na widok Leszka Bzdyla ze spodniami na głowie, a nie na nogach ma wrażenie niestosownego ich użycia? Co sprawia, że spodnie są spodniami? Bo przecież nie tylko kontekst. Kiedyś rosyjski dramaturg teatru absurdu Charms pytał: dlaczego krzesło nie chodzi?

No, właśnie w spektaklu Leszka Bzdyla spodnie pokornie wracają na swoje miejsce, ale pozostają nadal niestosowne- poruszają się jakby przed właścicielem. Gdyby zrobić tzw. stop klatkę, zobaczylibyśmy surrealistycznego stwora o dwóch parach kończyn i jednym tułowiu, ale bez głowy. Później spodnie trafiają niby na swoje miejsce, ale okazuje się, że są tył na przód – znowu coś nie pasuje. Przy tym zaspany tancerz z rozczochraną fryzurą cały czas próbuje ustawić się w nienaganną pozycję taneczną, znaleźć odpowiedni pion, ze średnim skutkiem. Scena ma ironicznym odcień. Tak więc zabawa z formą trwa nieustannie.

Przedostatni spektakl Dada von Bzdülöw – Kilka błyskotliwych spostrzeżeń (á la Gombrowicz) pozostawał w orbicie filozofii i twórczości Gombrowicza, na co zresztą wskazywał podtytuł. Spektakl Bonsai podobnie, a nawet wyraziściej niż poprzednie przedstawienie – nawiązuje do zagadnienia formy w sztuce i życiu; chęci ucieczki przed formą, która zawsze zakończona jest inną formą. Rzeczywiście również Bzdylowi w Bonsai można by przypisać surrealistyczną etykietkę.

Leszek Bzdyl wprowadza do tańca intelektualne pytania, w europejskim tańcu współczesnym to nurt od dawna bardzo modny. Ponadto jak Xavier Le Roy czy Sasha Waltz (w Körper) buduje obrazy, w którym ciało ludzkie odkształca się, staje się inną trudną do zdefiniowana formą.

 

Monika Błaszczak, Gazeta Festiwalowa – Malta, 2.07.06

„Etiuda z dżinsami” – tak mógłby brzmieć tytuł kolejnego układu choreograficznego wieczoru. Żartobliwy, przepełniony rados­nym stosunkiem do rzeczywistości, podchodzący do niej z dużym przymrużeniem oka – taki jest ten taniec. „Bonsai” to zmagania ze zwykłą parą dżinsów – deformacji ciała do tego stopnia, żeby upodobniło się do nich, nabrało ich kształtu i faktury, chęć stania się nimi. Ale też pokaz wtłaczania nas wbrew nam samym, na siłę, aż do granic absurdu w najróżniejsze formy i schematy. Leszek Bzdyl to bez wątpienia arcymistrz wyrafinowanej tanecznej gry z własnym ciałem oraz z widzem.

 

Mężczyzna i jego spodnie, Gazeta Teatralna Off-arta 1(7) 2008

Agnieszka Klej

Ubiór zakrywa cielesną walkę emocji, zlepek kalejdoskopowych refleksji ego – funkcjonalnych identyfikacji, bądź rozproszonego wnętrza. Ten sam ubiór stanowi również swoiste określenie przynależności kulturowej, prezentację ‘kreowania się’. Taneczny przekaz Leszka Bzdyla w „Bonsai” odzwierciedla kulturowe kształtowanie męskości, której atrybutem są spodnie. Mozolny proces ich umiejscawiania na głowie, na rękach, wreszcie „prawidłowego” dopasowania i noszenia się w nich akcentują krystalizowanie owej tożsamości. By poczuć formę przyjętej obyczajowości, odnaleźć się w uwarunkowaniach kulturowego kroju, mężczyzna zmaga się z materią tkaniny, zmaga się ze swoją cielesnością w niej uwięzioną. Poszukując wygody toczy z sobą walkę – triumfuje i upada, podnosi się i zatraca. Rezygnuje, zrzuca spodnie i owija się nimi, tym samym określa swoje oblicze… prezentuje pośladki. Ironiczna konstatacja.

 

Paweł Sztarbowski, www.e-teatr, 2.08.06

Najlepiej wypadł projekt „Bonsai” Leszka Bzdyla, gdyż artysta pogrywa właśnie z takim narcystycznym zadęciem. Wygląda to tak, jakby parodiował niektórych swoich kolegów tancerzy. I właśnie poczucie humoru jest jego największą siłą. Jego etiuda mówi o kształtowaniu osobowości, o ciągłej przemianie samego siebie. Mogłoby to być nie do zniesienia, gdyby nie odrobina dystansu do własnych działań i scenicznej obecności.

 

Marta Mielcarek, Dziennik nr 64, 04.08.2006

Natomiast Leszek Bzdyl zaprezentował w tym roku maltańskiej publiczności dowcipny spektakl, w którym jako rekwizyt służy mu para dżinsowych spodni. Próba ich założenia jest metaforą skrępowania, ucisku, poddania się schematom. Jakby artysta zadawał pytanie, gdzie leży granica życiowego kompromisu. Finezja koncepcji i popis tanecznych możliwości tłumaczą, dlaczego spektakle tego artysty uznaje się za dzieła mistrzowskie.

A przed festiwalową publicznością jeszcze pięć dni teatralnego święta w Poznaniu.

 

Teatralne medytacje według Dada von Bzdülöw, Życie Warszawy nr 89, 15.04.2008

Sandra Wilk,

W pierwszej części wieczoru zobaczyliśmy spektakl „Bonsai”, historię człowieka szukającego wolności. Bohater uwięziony jest nie tylko mentalnie ale i fizycznie – w swoim ubraniu. Choreografia skupia się szczegółach – ważny jest i ruch palcami u stóp czy napięcie pojedynczych mięśni. Powoli nadbudowujące się sytuacje zostały w Narodowym świetnie przyjęte przez publiczność. Jej żywiołowe reakcje uwypukliły – nowy w stosunku do gdańskich pokazów – zabawny aspekt „Bonsai”. Ale zmiana nastroju spektaklu nie zepsuła jego tragikomicznego finału. W nim widzowie musieli zadać sobie pytanie o tożsamość, seksualność i cel działań wykonawcy. Czy wszystkie wcześniejsze zmagania z ciałem nie były tym, czym jest kształtowanie japońskiego drzewka bonsai – wyginaniem konarów „wbrew ich woli”, by ukształtować coś sztucznego?

 

Tańczący z dżinsami, Głos Wielkopolski nr 195/22.08.2006

Karolina Matysik,

„Bonsai” i „So beautiful” Teatru Dada von Bzdülöw z Gdańska na VII Biennale Tańca Współczesnego w Poznaniu. Pisze Karolina Matysik w Głosie Wielkopolskim.

«Nie potrzeba wiele, by stworzyć spektakl. Doskonały tancerz, para dżinsowych spodni, poszarpana sukienka i buty na szpilce wystarczą, by pod pozorem ironii, najpierw widza rozbawić, a następnie zmusić do poważnych wniosków. Tak właśnie zrobili w swoim spektaklu Leszek Bzdyl i Katarzyna Chmielewska.

Oboje należą do gdańskiej grupy Dada von Bzdülöw, złożonej z profesjonalnych tancerzy i aktorów. Jak sami pisali w swoim manifeście, pragną nie tylko tworzyć widowiska z pogranicza postu i karnawału, ale przede wszystkim szukać lub odświeżać zasady komunikacji z widzem. Jednego jestem pewna podczas solowych występów tej dwójki, kontaktu z publicznością nie zabrakło.

„Bonsai” Bzdyla i „So beautiful” Chmielewskiej, to nie tylko małe formy teatru tańca to także wspaniałe popisy możliwości ruchowych ich ciał. Podobne, a jednak tak bardzo różne od siebie. I choć pomysłodawcą spektakli była Katarzyna Chmielewska, a dramaturgii – Leszek Bzdyl, to tak naprawdę każdy korzystał z innych form i technik tańca współczesnego.

„Bonsai” traktuje o kształtowaniu człowieka wbrew jego woli, natomiast „So beautiful” o obowiązującym kanonie piękna we współczesności. W obu, narzucane na nas limity, zasady i ograniczenia zostały pokazane za pomocą jednego rekwizytu – stroju, w połączeniu ze znakomitą grą ciała i ekspresji ruchów.

I choć obie kreacje były równie dobre i obie doskonale się uzupełniały, to jednak w tańcu Leszka Bzdyla jest coś takiego, że dla mnie, jego pełne finezji i plastyki gesty, są bezkonkurencyjne. Sprawnie łączył elementy tańca współczesnego, pantomimy i gry aktorskiej, a ukazując zamysł przedstawienia, przez niestrudzoną walkę z ograniczającymi go dżinsami, niejednokrotnie wywołał uśmiech.»

 

Marcin Maćkiewicz, www.poznań.dlastudenta.pl, 30.08.2006

Najdojrzalszymi z tych propozycji okazały się choreografie Katarzyny Chmielewskiej. Szczególnie warto wspomnieć tu o miniaturze „Bonsai”, w której Leszek Bzdyl zredukowanym do minimum ruchem opowiadał o możliwościach kształtowania własnego ciała – formułowaniu przekazu, który w rezultacie formułuje tancerza. Ta niezwykle prosta, ale zarazem ironiczna i dowcipna „etiuda z dżinsami” potrafi powiedzieć o naturze tańca więcej niż niejeden „pełnometrażowy” spektakl. Metafora drzewka bonsai, kształtowanego zgodnie z wolą właściciela, została zilustrowana poprzez tancerza mocującego się z własnymi spodniami. Próbuje nadać ciału oczekiwane kształty, przyjmuje nienaturalne pozy, co chwila odgrywa wychodzenie z siebie i spojrzenie z dystansu – tak, aby skontrolować rezultaty. Ciało jednak nie chce się łatwo podporządkować. Mimo precyzji tancerza, opiera się tym praktykom. Ma przecież ograniczone naturą możliwości, które niełatwo przekroczyć. W ten sposób Bzdyl jakby mimochodem ukazuje dwukierunkowość kształtowania ruchu, bo przecież o ile z jednej strony ruch kształtuje ciało, to z drugiej właśnie poprzez możliwości ciała jest kształtowany.

 

Znośna lekkość teatralnego (po)bytu, Gazeta Wyborcza – Poznań nr 195, 22.8.2006

Marta Kaźmierska,

«Co mogą pokazać publiczności facet w gaciach i babka w szpilkach w epoce flaków wylewających się z ekranów telewizorów i pornografii rodem ze stron www?

Ano, coś jednak mogą. Sęk w tym, by nie przesadzali w żadną stronę: z negliżem, z farsowością, z patosem. By nie sprzedawali banałów pod płaszczem wielkiej sztuki – tak wielkiej, że aż bełkotliwej. Tą twórczą świadomość mają Leszek Bzdyl i Katarzyna Chmielewska z Teatru Dada von Bzdülöw. W niedzielny wieczór w Teatrze Ósmego Dnia pokazali w ramach Biennale Tańca Współczesnego dwa spektakle: „Bonsai” i „So beautiful”. Dobrze przedtem przemyśleli każdy sceniczny ruch, każdy pozornie prosty i przypadkowy gest, grymas, upadek, skok. Także brzydotę, której nie bali się obnażyć. Oni, tancerze, którzy we wciąż pokutującym przeświadczeniu obcować powinni przecież głównie z pięknem.

Tu nie ma tak prosto. W spektaklu „Bonsai” Leszek Badyl właściwie nie tańczy. On się mocuje – z koszulą, ze spodniami, ze slipkami. Z własnym ciałem, które jest dla niego narzędziem i pułapką jednocześnie. Jest niezdarny, śmieszny, zwłaszcza wtedy, gdy próbuje być poważny. Tu częstuje nas zabawnie wykrzywioną stopą, tam pośladkami, spiętymi niczym w posągu antycznego herosa. Właściwie – nic takiego. Konkluzja jest nieunikniona: siebie nie przeskoczy. Więc z siebie po trosze kpi.

Katarzyna Chmielewska w spektaklu „So beautiful” wychodzi na scenę w niemal przezroczystej, łososiowej sukience, już na samym początku prześwietla ją reflektor. Przez kilkanaście minut tancerka przewraca się po scenie jak plastikowa lalka, to kusi i wabi, to odrzuca swym infantylizmem. Pada na kolana niczym piesek, po chwili wstaje, pochyla się wyzywająco w stronę publiczności. Rytmiczne ruchy, skrępowane z tyłu ręce nie pozostawiają wątpliwości, czemu się oddaje i poddaje. Czy jest jej dobrze? Wyraz twarzy mówi, że owszem. – Kłamie? – pytam sama siebie. I w tym momencie tancerka zrzuca szpilki – symbol seksualności i zniewolenia. Dopiero teraz widać, jak bardzo karykaturalne było to, co robiła do tej pory. Sama wbiła się w ten schemat? Jeśli tak – to czy zrobiła to świadomie?

Zespół Dada von Bzdülöw nie wstrząsnął może sumieniami, po spektaklach nie było burzy oklasków. Po ostatnim ukłonie zrobiło się raczej lekko niż ciężko na duszy. Widzowie wychodzili jednak niespiesznie. – Niektórzy od rana pobiegną na warsztaty tańca – kreśliłam w głowie obraz następnego dnia. Inni – myślałam dalej – z mniejszym lub większym przekonaniem wpasują się w swoje codzienne role: dzieci i rodziców, żon i mężów, kochanek i kochanków. Chłopców i dziewczynek. Szarych i kolorowych obywateli. Nie zawsze artystów w swoim fachu.

 

źródło