Wywiad z Leszkiem Bzdylem

Obejrzeliśmy Makbeta, spektakl, z choreaografią Leszka Bzdyla. Poniżej , można przeczytać co Leszek Bzdyl mówił o swojej pracy.

Niezmiennym trzonem zespołu jesteś Ty i Katarzyna Chmielewska, jednak pod szyldem Dada występowało wielu artystów z całej Polski. Czym kierujecie się wybierając taką formę pracy z artystami ?

Leszek Bzdyl:
Zawsze chciałem pracować z wolnymi ludźmi. Doceniam fakt, że artyści z którymi mieliśmy długi lub krótszy czas okazję współpracować w pewnym momencie się usamodzielniają, zaczynają tworzyć kolejne miejsca w których tworzą . W ten sposób dochodzi do rozwoju tańca, powstają nowe wyspy gdzie rozwija się ta forma twórczości.

A.M.
Teatr Dada przechodzi pewna konsekwentną ewolucję, mimo to zachował swój wyraźny i konsekwentny charakter. Na czym polega ruch stymulujący rozwój zespołu? W jaki sposób pojawiają się kolejne tematy o których opowiadacie?

L.B.
W przedstawieniach Dada zawsze najważniejsi byli i są ludzie, którzy go tworzą. Poruszaliśmy zawsze tematy, które dotyczyły nas wszystkich i w pewien sposób, stawały się wspólną kreacja zespołu. Nasze spektakle są zazwyczaj ,,dramatami kresu”, tylko ten kres nigdy nie ma końca. Przez ostatnie lata poruszaliśmy się często w klimacie pewnego apogeum. Był tu temat kontaktu i dramatu między kobieta i mężczyzna. Nie było tam gry było prawdziwe przekroczenie reguł teatralnych. Z tego przekroczenia mogła powstać ,,Magnolia”, w której kobieta i mężczyzna grają grę  w teatrze, korzystają z jego zasad by być wobec siebie w pewnym współistnieniu, jak w życiu tylko ukazanym w pewnym wyostrzeniu. Na koniec mogli oni sobie podziękować za grę.  W ,,Stratergii” nie ma już gry. Nastąpił tu koniec teatru. Jest tu opowieść o tym, że zachowujemy się jak wampiryczne owady, które wysysają sobie wzajemnie czas. Więc w ,,Strategii” o nic innego nie chodzi, tylko o te kilkadziesiąt minut i znalezienie odpowiedniej strategii by je przetrwać. Widać tu ,że jedno wykorzystuje grupę a grupa tego jednego, każdy robi to dla swych indywidualnych celów. Każdy wie ,że chodzi tylko o przetrwanie.

,,Kilka błyskotliwych spostrzeżeń a la Gombrowicz” to opowieść o egoizmie, który rozsiany przez jedną osobę rozchodzi się na wszystkich. Każdy stara się w tym wszystkim wygrać siebie.  Ukazany jest tu egoizm, próbujący ułożyć się w tożsamość, a ta tożsamość ciągle się rozsypuje, bo ludzie sobie ją kradną. Tożsamości ludzkie się rozsypują, gdyż każdy stara się uformować człowieka według własnych potrzep. W ,,Gombrowiczu”, w tej walce na egoizm najważniejsze jest to, kiedy nie dzieje się nic. Nicość kryje się w przestankach, w solówkach, wypełnia formy, czego symbolem jest nadmuchany materac. Nie ma w tym spektaklu nihilizmu. Badamy tu tylko stan próżni.

A.M.
Dada na początku robiła większe produkcje, potem powstawały spektakle solowe i duety sceniczne. Najnowszy spektakl ,,Eden” jest powrotem do spektakli angażujących większą liczbę osób, jest też jak sam powiedziałeś pewnym podsumowaniem, a zarazem rewersem dotychczasowych dokonań. Co staraliście się pokazać w tym spektaklu?

L.B.
,,Eden” powstał z nadmiaru, z naporu wszystkiego co nas otacza a także z pewnego przeciążenia rzeczywistością. Chcieliśmy sprawdzić, czy jest szansa na jakąś chwilę, która się rozciąga. Chcieliśmy w tej w tym wszystkim odnaleźć jądro bycia człowieka wobec kogoś. Znaleźć odpowiedz jak to możliwe, że wszystko płynie samo a jednak są spotkania. W ,,Edenie” sięgamy po Koran, bo tak naprawdę nie ma to aż takiego znaczenia jaką religię się wykorzystuje w tym przekazie. Religie są stworzone przez człowieka. Raje są uwolnieniem od wszystkiego. Współzależności, które nagle nie są  nerwowym pobudzeniem, ani spłaszczeniem. To moment w którym w jednej nucie streszcza się cały ogrom wibracji. To co cienkie może stać się bardzo szerokie, i nic nie powoduje śmierci. To inny wymiar. Inna rzeczywistość. Znajduje się tu jakiś specyficzny rodzaj narkotyku, który sprawia ,że żyjesz wewnątrz niego swoje życie. ,,Eden” miał być takim narkotykiem. Miał sprawić, że następuje utrata poczucia czasu. Tu jest bezczas. Ten bezczas ciągle się zmienia, rozciąga. Kiedyś doznałem takiego momentu na koncercie ,,Osjan”. Mam to uczucie ciągle w głowie.

A.M.
Przez wszystkie lata Dada stara się ukazać inną rzeczywistość. Nie oderwaną od niej, a jedynie w pewien sposób przekształconą, ujrzaną z innej perspektywy. Jaki mógłby być według Ciebie podstawowy filar tematyczny wokół którego się poruszacie?

L.B.
Teatr- to jest temat Dada. Pytanie o to co to jest teatralność, jakie są jej funkcje. Jakie są i czy w ogóle istnieją granice teatralności. Zawsze jest w tym pewne podglądanie rzeczywistości a potem przeniesienie jej w inny wymiar. Traktuję teatr jako żywy, nieustający eksperyment. Cieszy mnie gdy widza coś dotyka, coś czego może nie jest w stanie zwerbalizować. Teatr to szamaństwo, a szamaństwo to był teatr. Szaman musiał przenieść wszystkich w wymiar metafizyki sam będąc rzemieślnikiem. Wykorzystując słowo, gesty, rytm, odpowiednie zioła pozwalał  ludziom unieść się w inny wymiar. On musiał być zarazem trzeźwy i szalony. Teatr musi być również trzeźwy i szalony. Musi wymyślać wciąż nową zasadę, jak doprowadzić do dotknięcia przez widza innego wymiaru rzeczywistości. To staramy się robić w Dada za każdym razem, wykorzystując konwencję teatru i badając jego granice.

A.M.
Konsekwentnie ujawniacie granice między teatralnością a realnym życiem. Wiele spektakli rozpoczyna się wyznaczeniem przestrzeni świata teatralnego i oddzieleniem postaci od aktora, nie staracie się ukryć tego ,że gracie tylko w pewnym czasie miejscu, że  odgrywacie role.

L.B.
Tak bo nie chodzi o to by widza starać się oszukać, to jest zbędne, staramy się jedynie doprowadzić go do punktu, w którym w pełni świadomy podejmie podróż. W ,,Edenie” była to podróż w czasie. W specyficznie ukonstytuowanym czasie. Chcieliśmy znaleźć sposób, jak to zrobić ,żeby w pewnym sensie zlikwidować czas, rozciągnąć go i skurczyć. Jedyną szansą na to było sprawić, aby w tym czasie nie było dramatów. Dramat to przyczyna i skutek. To generuje czas. W ,,Edenie” rozpada się rzeczywistość, która rządzi się przyczyną i skutkiem. W pełni świadomie dążyliśmy do tego by nie było w tym zdarzeń. To również była próba teatralności. Wyczuwaliśmy jak daleko można dojść rezygnując z typowych zasad teatralnych, zachowując to co jest istotą teatru. A widza nie chcemy oszukiwać, lub starać się oszukać, że to rzeczywistość, bo teatr nią nie jest.

A.M.
Jest to bardzo odważna próba przekroczenia granicy tego czego widz mógłby spodziewać się od spektaklu teatralnego. Były już w historii przypadki świadomej rezygnacji z fabularności zdarzeń, z pewnej ciągłości którą da się uchwycić.  Nie jest to zjawisko bez precedensu, jednak nigdy ta droga twórcza nie była najbardziej doceniana.  Dlaczego zdecydowaliście się na ten krok?

L.B.
Dzisiejszy teatr to spazm, ja nie chcę spazmu. Wszystko po jakimś czasie się zmienia, znika, może jeszcze kilka spazmów i on również zniknie. W ,,Edenie” chciałem dotknąć czegoś co poza czasem, może nie da się dotknąć czasowi i przemijalności. To jest chęć wyprzedzenia pewnych zdarzeń, postawienia sobie pytania, czy możliwe jest przyjście do teatru nie po to żeby coś zobaczyć, lecz po to by pobyć w bezczasie. Jest to próba wyjścia poza, lecz pozostaje ona teatralna próbą. W Dada zawsze było dużo tematów, jest współtworzenie. Staramy się dotrzeć do momentu w którym nastąpi porozumienie w formie w temacie… w ,,Edenie” nastąpiło w formie a ta powstała w sferze pewnego intymnego odczucia. Odczucia bo dobry aktor nie musi i nie chce wszystkiego do końca rozumieć. Nie chce bawić się w dramaty no chyba, że jest to gra i ja wiem, że to będzie gra. Nie wiem w którą stronę pójdziemy robiąc kolejne spektakle.