Wywiad z Joanną Czajkowską

Warto cieszyć się tańcem, rozmawia Łukasz Rudziński.
24 października 2008

Joanną Czajkowską wraz z Jackiem Krawczykiem to postacie w trójmiejskim środowisku teatralnym doskonale znane. Razem tworzą jedną z najciekawszych formacji teatru tańca w Trójmieście – Teatr Okazjonalny.

Łukasz Rudziński: Dziesięć lat minęło od powstania Teatru Okazjonalnego. Jak z perspektywy tego czasu patrzycie na swoje dzieło?

Joanna Czajkowska: Nasz teatr zmieniał się diametralnie, tak jak myśmy się zmieniali jako artyści i ludzie. Robiliśmy spektakle z potrzeby serca i z potrzeby ducha. Na początku byłyby to małe formy, bo takie były nasze możliwości. Teatr Okazjonalny zakładaliśmy z Anią HaraczGrzegorzem Rogińskim. Potem nasze drogi się rozeszły, chociaż kilka razy też się zeszły – z Anią Haracz współpracowałam później kilkakrotnie, na przykład przy „Im wyżej, tym lepiej”, czy „Lata nie będzie”. Współpracowaliśmy w ciągu tej dekady z wieloma różnymi artystami – tancerzami, muzykami, choreografami, kostiumologami, kompozytorami, grafikami, czy fotografikami. Jest to grono naszych przyjaciół, którym w różnych okresach istnienia Teatru Okazjonalnego wiele zawdzięczamy.

do_wywiadu

fot. Ł. Unterschuetz. Fragment spektaklu „D-KOD-R” Teatru Okazjonalnego. Na zdjęciu Monika Grzelak.

 

Czy teatr tańca ma według Was właściwą promocję?

 

Teatr tańca to dziedzina sztuki, która w Polsce właściwie nie istnieje. Nie ma w naszym kraju systemu, który wspierałby tę formę tańca. My, gdy składamy podanie o stypendium do Ministerstwa Kultury, figurujemy w kategorii „muzyka”. Nie ani jednego profesjonalnego centrum tańca, dopiero teraz, po wielu latach, powstał w Bytomiu Wydział Tańca Współczesnego jako filia krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej.

 

Co mają zrobić młodzi ludzie w Trójmieście, którzy chcieliby łączyć teatr z tańcem?

 

Mogą udać się do tzw. mistrza, do jakiegoś wykonawcy, czy teatru, by tam ćwiczyć i uczyć się tańca – to właściwie jedyny sposób. Pozostają też warsztaty taneczne lub praca u wybranych pedagogów. Takie zajęcia są organizowane w Sopockiej Scenie Off de BICZ, przeze mnie i Jacka Krawczyka, ale chwilowo musieliśmy zawiesić taką działalność, bo rozdwoić się nie możemy, a często tańczymy poza Trójmiastem, w kraju i za granicą. Na pewno będziemy organizować warsztaty, ale nie będą to stałe, regularne zajęcia – nie mamy możliwości, żeby robić to systematycznie.

 

Łatwiej jest pozyskać widza dzisiaj niż 10 lat temu?

 

Teraz jest trudniej. Dziesięć, piętnaście lat temu, po przełomie ustrojowym, ludzie byli otwarci na nowe rzeczy. A teatr tańca był czymś nieznanym, tajemniczym. To znacznie ułatwiało pracę. Poza tym teatry tańca grały znacznie rzadziej – raz na pół roku, czy raz na kwartał, więc publiczność po prostu waliła na przedstawienia drzwiami i oknami. Obecnie mamy do czynienia z pewnego rodzaju paradoksem – taniec jest obecny w mediach, ale to nie jest taki taniec, jaki my uprawiamy. Ludzie myślą, że to, co widzą w telewizji, to jedyna właściwa wersja. Przez to odrzucają inną formę ekspresji. Trudno przekonać widza, który ogląda kilkuminutowy popis w telewizji, że można pójść do teatru na całkowicie inny taniec, który wymaga zupełnie innego napięcia i uwagi.

 

Co zobaczą widzowie podczas obchodów dziesięciolecia Teatru Okazjonalnego?

 

Ujrzą wielu wspaniałych artystów. W piątek posłuchamy muzyki Teatru Lustra Strona Druga, który rozpocznie nasz wieczór w parku przed Klubem Atelier. Będzie wystawa zdjęć z niektórych naszych przedstawień, autorstwa Magdaleny BrzezińskiejRadosława Orłowskiego. Pokażemy nasze pierwsze spektakle w formie projekcji dvd. Publiczność zobaczy występy taneczne w wykonaniu Iwony GilarskiejAni Jędrzejczak, Ani Haracz (być może w duecie z Anią Krysiak), Kasi Chmielewskiej, Teatru Amareya oraz Jacka Krawczyka. Pomiędzy spektaklami będzie mały bankiecik, podczas którego będzie można porozmawiać z wykonawcami. W sobotę rozpoczynamy spotkanie projekcją naszego „Art Cafe” w wersji niescenicznej, nakręconego przez Piotra Czarneckiego. Później na scenie wystąpią: Jacek Krawczyk, Anna Steller, Grzegorz Welizarowicz, Rafał Dętkoś oraz nasze wychowanki – Maria Miotk, Barbara Szamotulska, Anna MelzackaMonika Sączewska. Iwona GilarskaAnna Jędrzejczak natomiast zapowiedziały, że przygotują dla nas niespodziankę. Ja ciągle pracuję nad swoim performance „Rosso relativo”, który przygotowuję specjalnie na tę okazję. Będzie to występ bardzo osobisty, jubileuszowy i odświętny. Nie planuję wprowadzać go na stałe do repertuaru, chociaż już wiem, że zatańczę to ponownie w listopadzie, na pięciolecie Teatru Amareya. Na zakończenie naszego jubileuszu Monika GrzelakPrzemysław Wereszczyński pokażą „Ramki” – etiudę opartą na technikach salsy. Wierzymy, że będzie to radosne, ładne i bardzo efektowne przedstawienie będzie dobrym zakończeniem naszej uroczystości. Bo warto cieszyć się tańcem. Chcielibyśmy, aby widzowie wyszli z naszego jubileuszowego spotkania usatysfakcjonowani. Serdecznie na nie zapraszamy!

 

Czego życzą sobie jubilaci?

 

Przede wszystkim zdrowia i jak najmniej kontuzji. Jak najwięcej dobrych pomysłów możliwości późniejszej ich realizacji. I obyśmy za dziesięć, dwadzieścia lat mieli kolejne jubileusze.