Recenzje z przedstawień Teatru Okazjonalnego:

Recenzje z przedstawień Teatru Okazjonalnego:

 

„Jacek Krawczyk […] jest na scenie bardzo dynamiczny. Ta dynamika połączona z elementami wschodnich sztuk walki oraz miękką tanecznością Czajkowskiej, tworzy tak charakterystyczny, zawsze rozpoznawalny styl Teatrzyku Okazjonalnego …”

Gazeta Morska 12.12. 2000

 

„Para Joanna Czajkowska i Jacek Krawczyk zafundowała publiczności niezwykle liryczny, a jednocześnie ekspresyjny spektakl …”

Życie 06.12.2000

 

„Z problemem dramaturgii dobrze poradził sobie Teatrzyk Okazjonalny z Sopotu, który prezentował na Polemikach choreografię „Art Cafe” – historię rozgrywającą się w kawiarni z ubiegłego wieku, przy starym patefonie i rzeźbionym stoliczku. Tu rozgrywał się dramat kelnerki i jej klienta – dramat, bo mieliśmy przyjemność widzieć zarówno miłość i gniew, jak i taniec i walkę.[…] Spektakl może się podobać – jest wyważony, ciekawy plastycznie, dobrze zatańczony, a przede wszystkim potrafi utrzymać uwagę widza…”

serwis tańca, 11.06.2002

 

„Pół żartem, pół serio opowiedziały rzecz o lubieniu się i czubieniu, o rozstaniach, w tym ostatecznych, Joanna Czajkowska i Anna Haracz przy akompaniamencie perkusyjnym Sławomira Porębskiego. „Lata nie będzie” trzeba zachować w pamięci”

Dziennik Bałtycki 24.06.2002

 

„Tego wieczoru zaprezentował się jeszcze jeden duet – Joanna Czajkowska i Anna Haracz z przedstawieniem „Lata nie będzie”. Tancerki na przemian lgną do siebie i oddalają się od siebie. Są niezwykle zwinne. Porozumiewają się przy tym sobie tylko znanym językiem. Ich rozstania okupione są bólem, tęsknotą, bezsilnością, a nawet agresją. Obie tancerki z powodzeniem oddają te stany, są wyraziste. Gdy jedna kryje się za parawanem, druga oswaja się ze stratą. Spektakl aż kipi od emocji …”

Głos Wybrzeża 27.06.2002

 

„Jacek Krawczyk w spektaklu „Matylda” balansował na granicy żartu i powagi. „Matylda” to rzecz o poszukiwaniu miłości. Artysta zaprezentował warsztat na wysokim poziomie”

Głos Wybrzeża 27.06.2002

 

„Są takie spektakle, które pozostawiają po sobie lekki niedosyt. Bo czegoś brakowało, bo jeszcze można było coś dodać. Są też takie, po których człowiek czuje się przejedzony[…]. Ale spektaklu pt. „Art Cafe” nie zaliczyłabym do żadnej z tych kategorii. Był to dla mnie spektakl, który pozostawił mnie sytą i usatysfakcjonowaną. Zanim zaczęłam się zastanawiać nad tym, kiedy zacznie mi się nudzić, artyści już się kłaniali. Rzadko zdarza się taka sytuacja, więc je suis contente. Tres contente. Dbałość o każdy szczegół, od stylowego adapteru począwszy, na kołnierzyku kelnerki skończywszy, staranność o każdy krok, muzyka, uczucia…- słowem wszystko, na co złożył się ten spektakl – z pewnością zasługuje na uznanie […]”

Gazeta VIII Zgierskich Spotkań Małych Teatrów 29.09.2002

 

„[…] Podczas drugiej żakowskiej sesji Trójmiejskiej Korporacji Tańca duet Joanna Czajkowska – Jacek Krawczyk, czyli Teatrzyk Okazjonalny, zatańczyli „Aromaty”.

Znając ich poczucie humoru, można było spodziewać się kpiny z aktualnych szaleństw typu feng-shui, wahadełka, kadzidełka, aromaterapia. Jednakże nie; oni tańczą aromaty serio. Nawet z lekką tonacją metafizyczną. Staje się to jasne, gdy Ona zaczyna nad kagankowym wyposażeniem sceny usypywać piaskową ścieżkę w kształcie ósemki. W rzeczy samej jest to wstega Mobiusa, symbol nieskończoności. Tu kończą się żarty.

On to aromaty ciemne, korzenne. Ona – kwiatowe i owocowe, jasne. Ona i On to rodzaje albo też pierwiastki aromatyczne. Nie jest pewne, czy z ich połączenia powstanie aromat wyższego rzędu. Ale jest to możliwe”

Dziennik Baltycki, 23.10.2002

 

„Spektakl „W czerni i bieli” to historia walki – namiętności między parą kochanków . Historia stara jak świat, banalna, a zarazem bezpretensjonalna i wymowna, opowiedziana wyłącznie językiem tańca. Duet Iwony Strupiechowskiej i Jacka Krawczyka to dowód na to, że profesjonalny taniec nie potrzebuje rusztowania w postaci efekciarskich środków czy scenicznej paplaniny”.

Gazeta Morska 11.02.2003

 

„W czerni i bieli” bez specjalnego wysiłku tancerze wyczarowują kolejne fazy zauroczenia, miłości, rozdźwiękowienia związku, rozpaczy po rozpadzie. Krawczyk jest mistrzem, może zagrać wszystko. Toteż warto zwrócić uwagę na Iwonę Strupiechowską. Jest w tym spotkaniu znakomita. Demonstruje coś, dla czego mężczyźni tracą głowy. Jeszcze jedno: oni odważyli się na happy end!”

Dziennik Bałtycki 11.02.2003

 

„Spektakl taneczny w Klubie Zak. WOJNY OKAZJONALNE.

 

Gdzie jest poczatek wielkich konfliktów? W niecierpliwym geście, drobnym oszustwie, agresywnej wymianie zdań – zdają się mówić artyści Teatru Okazjonalnego. Signum Temporis – najnowszy spektakl Joanny Czajkowskiej i Jacka Krawczyka, pary trójmiejskich tancerzy i choreografów – dotyka tematu konfrontacji, małych i dużych wojen. Artyści Teatru Okazjonalnego zaprosili do współpracy przy nim dwie tancerki – Annę Jędrzejczak i Iwonę Strupiechowską. Premiera się odbyła w sobotę w Klubie Zak. W wykonaniu czwórki tancerzy zobaczyliśmy dynamiczne i przewrotne choreografie, pokazujące konflikty jako strategie wykorzystywane przez bliższych lub dalszych znajomych.

Przedstawiające, krok po kroku, jak od zniecierpliwienia przechodzimy do zniecierpliwienia i agresji. Bez militarnych akcesoriów, wojennej martyrologii twórcy spektaklu przekonywująco kreślą banalność i powszechność kłótni, nieporozumień, które stają się wstępem do wielkich konfliktów. – Nie chroni nas przed tym kultura i cywilizacja – przestrzegają autorzy spektaklu. Pokazując, jak łatwo przechodzi się od kontemplowania kobiecego ciała w rytmie popowych przebojów do zbrojnego starcia. Nie sposób się z nimi nie zgodzić, potwierdza to niemal każde wydanie serwisów informacyjnych, radiowych i telewizyjnych. Finałowej przejmującej scenie, gdzie tancerze stają się ofiarami na jednym ze współczesnych pól bitwy, towarzyszą narastające, początkowo trudne do zidentyfikowania dźwięki. Muzyka berlińskiej grupy Einsturzende Naubauten, wykorzystującej dźwięki cywilizacji industrialnej, min. Odgłosy silników samochodowych, maszyn, stukania młotków, potęguje wymowę ostatniej sceny przedstawienia. I jest jeszcze jednym znakiem naszego czasu – nawiązującym przewrotnie do tytułu spektaklu.”

 

Mirella Wąsiewicz, Gazeta Wyborcza Trójmiasto 02.02.2004

 

 

 

„Taniec. Teatr Okazjonalny w Zaku. ZNAKI WOJNY

Rzeczywistość wytańczona w spektaklu „Signum Temporis” okazuje się na szczęście prostrza, wyrazistrza i klarowniejsza niż przedpremierowe wynurzenia twórców obrazu na temat jego przesłania. Według nich tematem widowiska ma być wojna jako stan ducha („wojna jest w nas”).

Obrazy. „Signum Temporis” zaczyna się żartobliwie: od przedstawienia naszych „braci mniejszych”, takich jak gąsienica, żuraw, koziołek czy łoś. Nagle odnajdujemy się na strzelnicy sportowej. Troje strzelców mierzy tu do „łosia” i z rozbawieniem przyglada się jego „konaniu”. Po tej „introdukcji półżartem” dwie pary tancerzy przedstawiają trzy obrazy: Joanna Czajkowska i Iwona Strupiechowska coś na kształt treningu wschodnich sztuk walki, zaś Anna Jędrzejczak i Jacek Krawczyk – sztuk kochania i zabijania. Gra, taktyka, zaloty, umizgi, nawet pojedyncze morderstwo, w obrazie trzecim – zagranym przez całą czwórkę – przechodzą w jatki. Finał to wojna! Wszystkich ze wszstkimi. Tancerze tropieni przez reflektory – szperacze i przez niewidocznych strzelców. Ostra, wystrzałowa muzyka. Trafiani całymi seriami, tancerze podnoszą się i znów upadają. Każdy umiera wielokrotnie.

Gra. Teatr Okazjonalny wystapił tym razem w poszerzonym składzie. Joannę Czajkowską i Jacka Krawczyka znaliśmy wcześniej jako znakomitych tancerzy. Podobnie Iwona Strupiechowska zdołała zapisać się w pamięci widzów kilku wyrazistymi kreacjami. Największą niewiadomą w tym zestawieniu była debiutująca na gdańskiej scenie Anna Jędrzejczak. Zagrała na dorówującym im aktorsko i tanecznie poziomie. Wydaje mi się, że to – oprócz talentu i pracy osobistej – również zasługa i pomoc bardziej doświadczonych partnerów z zespołu, w tym zwłaszcza Jacka Krawczyka. Życzliwe przyjęcie debiutantki dobrze zrobiło całości.”

Tadeusz Skutnik, Dziennik Bałtycki 02.02.2004

 

 

„Spośród spektakli najciekawszą propozycją okazał się występ sopockiego

Teatru Okazjonalnego z toczącą się na ulicy, precyzyjnie zbudowaną akcją

„Carpet show”. Dwóch tancerzy i trzy tancerki, mieszając się z tłumem

przechodniów, niosą dwa zrolowane dywany. Za chwilę rozwiną i poprzez ruch najpierw zaciekawią, by z minuty na minutę zbudować tkankę wzajemnie nachodzących na siebie seansów. Akcja sama wędruje po ulicy. Po odegraniu sceny, dywan jest przez artystów zwijany, by pięć metrów dalej zaprezentować na nim kolejny z odcinków opowieści. A opowieść to osobliwa: poważna dyskusja o świecie damsko-męskich ról. Idealnie zbudowane tancerki, krawieckim centymetrami mierzą swe talie i biodra, głośno komentując wyniki.

Absurd odchudzania ukazują poprzez przykładanie centymetra sobie i widzom do głowy, nosa, łopatki, łokcia. Wyniki powtarzają po wielokroć, by zapamiętać, wbić je sobie do głowy. Aby zmniejszyć wymiary muszą nieustannie ćwiczyć, toteż ordynują sobie fitness, zapraszając do sztuki zrzucania tłuszczu trzy chętne adeptki spośród widzów. I oto widzimy fitness club na ulicy: w rytm mechanicznej muzyki mechaniczne ruchy sześciu kobiet. Tancerki Teatru Okazjonalnego kpią w ten sposób ze statyczności ubranej w płaszcz sportu, z dziewcząt zrzucających kilogramy (centymetry). Kończą w udrapowanych na telewizyjny spot reklamowy pozach: trzy zmęczone tancerki, popijając wodę mineralną, chórem zachwalają jej zalety. Historię o stereotypowym postrzeganiu ról kobiet i mężczyzn dopowiada para tancerzy tańcząc ruchem twardym i mocnym.”

Bartłomiej Miernik „Na Bulwarze” W: „Scena” nr4/5-2004

 

„Premierowe, solowe programy pokazały Joanna Czajkowska i Iwona Strupiechowska. Zbliżone tematycznie „Przedpołudnie Flory” i „wu:zi” pokazują odmienne sposoby walki z gorsetem konwenansów i przyzwyczajeń, zarówno w odbiorze tańca, jak i zachowań ludzkich. Te kilkunastominutowe prezentacje przekonują prostotą i dokładnością środków wyrazu”

„Trójmiejskie zagłębie taneczne”

W: „Scena” nr4/5-2004

 

„Joanna Czajkowska, tancerka Teatru Okazjonalnego z Sopotu, zaprezentowała solo pod tytułem „Przedpołudnie Flory”. W ciemnej scenerii tancerka porusza się wewnątrz gwiazdy wyrysowanej na podłodze przez światło. Tańczy klasycznie spętana muzyką „Popołudnia Fauna”. Mocnym rzutem wydostaje się jednak poza tę gwieździstą sferę, by wkroczyć w rytm muzyki elektronicznej, pozwalającej na dowolność ruchu. Muzyka Debussy’ego (dziś już klasyczna) powraca, gwiazda rozbłyskuje, a Tancerka musi wracać w jej krąg. Za którymś razem przecząco kręci głową, odmawia…”

Bartłomiej Miernik „Tańczą nad morzem” W: „Teatr” nr9/2004

 

„Twórczość Fridy Kahlo może się podobać lub nie, ale od jej wizjonerskich, barwnych prac niepodobna oderwać wzroku . Tancerze Teatru Okazjonalnego stworzyli na scenie widowisko dorównujące mu urodą i siłą oddziaływania. […] Udało im się uniknąć pułapki choreograficznego ilustrowania wątków biograficznych i kopiowania jej obrazów. Emocje tkwiące w obrazach Fridy przełożyli na język gestów ciała. Na jej twórczość popatrzyli przez pryzmat własnych doświadczeń i wrażliwości. […] Świetnym pomysłem okazało się powierzenie opracowanie plastycznego Mateuszowi Skutnikowi. W akwarelach odszedł od jej dosłowności i kolorystyki […]. Na jego obrazach nie widzimy charakterystycznej twarzy artystki. Gości na nich ciemnowłosa dziewczyna, z lekko zaznaczonymi rysami. Każdy może w nich zobaczyć to, co uwiera i boli najbardziej w jego własnym gorsecie. A tancerze w pięciu przemyślanych i konsekwentnych choreografiach oddają zawarty w nich smutek, walkę z bólem i ciągły apetyt na życie.”

Mirella Wąsiewicz „Viva la Vida”,

Gazeta Wyborcza Trójmiasto, 6.12.04

 

 

Na uwagę zasługuje też przedstawienie „Viva la vida” Teatru Okazjonalnego z Sopotu zaprezentowane w piątkowy wieczór. Tytuł spektaklu jest taki sam jak tytuł ostatniego obrazu meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. To próba znalezienia wiecznie żywych prawd i wartości, jakich człowiek poszukuje całe życie. Świetna scenografia stworzona we współpracy z gdańskim grafikiem Mateuszem Skutnikiem i choreografia w wykonaniu sopockiego zespołu sprawiają, że całość ogląda się z pewnym niepokojem. Cierpienie i smutek, skomplikowane relacje między ludźmi wytańczone przez Joannę Czajkowską, Iwonę Strupiechowską i Jacka Krawczyka na tle obrazów Fridy w końcowych fragmentach ustępują miejsca nadziei i radości życia. Jak nakazuje tytuł i jak przekonują artyści: „Niech żyje życie”.»

 

„Mickiewicz i Kazik z Maleńczukiem”

Gazeta Wyborcza – Kraków nr 279

Aneta Zadroga  30-11-2005

 

„Viva la vida!”

dla serwisu tańca

spektakl recenzuje Sandra Wilk

 

Tworząc choreografię inspirowaną twórczością i życiem innego artysty niezwykle trudno jest nie zbudować fabularnej biografii, czy luźnego, abstrakcyjnego dla widza, szkicu. Dlatego często się zdarza, że odbiorca czuje się bezradny, bo odczytuje jedynie klimat spektaklu wiążący się przecież jedynie pośrednio ze źródłem inspiracji. W przypadku choreografii Teatru Okazjonalnego jest jednak inaczej. Z „Viva la vida!” przebijają nie tylko tragiczne elementy historii życia meksykańskiej malarki Fidy Kahlo, ale i jej pomysł na przetrwanie za wszelką cenę, uporu, odrobina szaleństwa czy seksualna zmysłowość. Dzięki temu spektakl niesie ze sobą jasne przesłanie – bez względu na sytuację trzeba żyć pełną piersią, bez oglądania się na innych.

Ilustracjami do ruchu są tu kolorowe grafiki autorstwa gdańskiego artysty Mateusza Skutnika, które powstały na bazie pięciu obrazów Kahlo, w tym ostatniego pt. „Viva la vida!”. Fakt, że wśród wybranych prac nie znalazły się słynne autoportrety, stanowią niemal 1/3 twórczości Meksykanki, świadczy o tym, że tancerzy zainspirował bardziej jej artystyczny przekaz, a nie popularność samej postaci. Dzięki temu założeniu spektakl uwalnia się od konfrontacji z filmem Julie Taymor, a najważniejsze są w nim nastroje, baśniowe kolory i drobne, ale znaczące, elementy z płócien Kahlo.

I jeszcze jedno – chyba nie przypadkiem Teatr Okazjonalny zdecydował się nadać „Viva…” charakter plenerowy. Podczas Sztuki Ulicy na scenę wtargnął bezprawnie pies. Przez chwilę przyglądał się tańczącym i wolnym krokiem, niczym jeden z aktorów, zszedł do widowni. Za mną jeden z oglądających komentował choreografię przez telefon komórkowy: „Yhym, yhym… patrzę teraz na taniec…”. Dodatkowo widzowie siedzieli na ziemi i spektakl oglądało się… zza krat (a konkretnie zza metalowych prętów bramek odgradzających plac gry). To wszystko, a może się to przecież zdarzyć podczas każdej prezentacji ulicznej, nadało „Viva la vida!” niezamierzonego, ale z pewnością pożądanego surrealizmu. Swoją drogą od tej klasyfikacji uciekała sama Frida Kahlo, która nie lubiła, gdy krytyka w ten sposób określała jej obrazy, i tego samego zaszufladkowania z pewnością chcieli by także uniknąć twórcy spektaklu: Jacek Krawczyk, Joanna Czajkowska i Iwona Stupiechowska. Jednak w obu przypadkach ów surrealizm istnieje, gdzieś podskórnie się go czuje i odbiera w sposób naturalny.

Taneczna opowieść rozpoczyna się spokojnie, wyznaczonymi na scenie torami idą ludzie. Każdy z nich ma własny cel i rytm. W tle gwar ulicy i wizerunek ogromnego, tętniącego milionem istnień, miasta. Ale oto jeden z wyznaczonych torów (linii życia?) zostaje brutalnie przecięty. W drogę jednemu tancerzowi wchodzi ktoś inny i po chwili już wszyscy się tłoczą przepychają, dotykają. Wydarzenia zaczynają nabierać tempa. Już nie jesteśmy na ulicy, lecz w huczącym tramwaju. Tancerze podnoszą jedną rękę, jakby trzymali się niewidzialnych drążków. I jak każdy z nas z uniesioną ręką i dłonią zaciśniętą w pięść wyglądają tak, jakby wznosili ją także do buntu. Może to bunt przeciwko zamknięciu, sprzecznemu naturze szybkiemu poruszaniu, polityce, a może przeciwko temu, co przypadkiem stać się może… Dla Kahlo taka właśnie niewinna podróż skończyła się tragicznie, kiedy mając lat 15 ledwo przeżyła okropny w swych skutkach wypadek. Wiele lat borykała się z jego skutkami i nigdy już nie mogła żyć tak jak dawniej.

Późniejsze etapy życia Fridy symbolizują w spektaklu Teatru Okazjonalnego sceny w białych gorsetach i te, z użyciem muszli klozetowych. Gorsety w niczym nie przypominają koszmarnego „rusztowania kręgosłupa” (gipsowego, a później metalowego), w jakim malarka uwięziona została na resztę swoich dni. Ale i tak symbol jest wyraźny. Patrząc na ściśniętych materią z fiszbinami tancerzy niemal czujemy jak trudno im się oddycha i porusza. A przecież muszą dalej tańczyć, okiełznać swoje ciała i zmusić je do posłuszeństwa.

Kolejna scena, może dla niektórych zbyt dosadna, to nic innego jak metafora soli życia. Życia sprowadzonego do czynności fizjologicznych, o których na co dzień nie myślimy, ale borykają się z nimi wszystkie ofiary wypadków. Jemy, trawimy, wydalamy. Z czasem nawet w tej wegetacji szukamy jakiś dróg poznania siebie, możliwości wyrażania myśli, ruchu, marzeń. To najważniejsza część spektaklu – skierowana na ważny proces przetwarzania fizycznego bólu w artystyczne piękno. Jego efekty widzimy w ostatniej scenie, w której na slajdach wyświetlane są ogromne czerwone arbuzy, a muzyka niesie nas ku światłu. Tu już nie ma cierpienia, bo koi go sztuka, zapomnienie, taniec i radość życia. Nic dodać nic ująć. Viva la vida! (Niech żyje życie!).

© Sandra Wilk, serwis tańca

 

„Na uwagę zasługuje też przedstawienie „Viva la vida” Teatru Okazjonalnego z Sopotu zaprezentowane w piątkowy wieczór. Tytuł spektaklu jest taki sam jak tytuł ostatniego obrazu meksykańskiej malarki Fridy Kahlo. To próba znalezienia wiecznie żywych prawd i wartości, jakich człowiek poszukuje całe życie. Świetna scenografia stworzona we współpracy z gdańskim grafikiem Mateuszem Skutnikiem i choreografia w wykonaniu sopockiego zespołu sprawiają, że całość ogląda się z pewnym niepokojem. Cierpienie i smutek, skomplikowane relacje między ludźmi wytańczone przez Joannę Czajkowską, Iwonę Strupiechowską i Jacka Krawczyka na tle obrazów Fridy w końcowych fragmentach ustępują miejsca nadziei i radości życia. Jak nakazuje tytuł i jak przekonują artyści: „Niech żyje życie”.

 

Aneta Zadroga „Mickiewicz i Kazik z Maleńczukiem”; Gazeta Wyborcza – Kraków nr 279;30.11.2005

 

 

Opisy Spektakli

Tytuł: „Art Cafe”

Choreografia: Joanna Czajkowska i Jacek Krawczyk

Tańczą: Joanna Czajkowska, Jacek Krawczyk

Kostiumy: Eliza Śliwa

Scenografia: Jacek Krawczyk, Piotr Czajkowski

Muzyka: Josephine Baker, Goldfrapp

Czas trwania: 20 minut

Zdjęcia: Iwona i Jarosław Cieślikowscy

 

W pewnej kawiarni w Paryżu, a może w Warszawie… nad ranem, a może bardzo późnym wieczorem, w opustoszałej sali kelnerka niosąc nad swoja głową jak tacę ebonitową płytę długogrającą, nastawia stary patefon… Budzą się w niej marzenia o wielkiej miłości, o swobodnym tańcu, na który nikt nie patrzy. I nagle wchodzi On. Wielbiciel kawy, a może wielbiciel kelnerki… Ona spłoszona, nieśmiała, w uniżonej pozycji usługującego, spogląda z boku na wyśnionego, pewnego siebie, dobrze ubranego gentlemana. On patrzy spokojnie, chociaż nie ulega wątpliwości, że serce ma gorące. Teatr Okazjonalny przenosi nas w „Art Cafe”, do zapomnianej epoki paryskiego szyku, wystylizowanych ruchów, bon tonu, do świata, w którym rytm wyznacza szum starej, zdartej płyty i piosenek Josephine Baker.

Któż dzisiaj bywa w prawdziwych kawiarniach, gdzie rodziły się miłości i namiętności…? Takie artystyczne kawiarnie mogą funkcjonować już chyba tylko w teatrze.

Ale ważne jest to, ze On i ona się spotkali, że wirują zgodnie wśród wyrzuconych w powietrze papierowych serwetek, ze życie trwa w nich. Bez sprzeciwu na niejednorodny status społeczny, chociaż nie bez problemów, bo przecież on doskonale wykorzystuje dzielące ich różnice. On jest władcą ich wspólnego czasu. On Ją woła, On Ją odtrąca, On Ją kocha. Czy związek o tak kruchych podstawach ma prawo przetrwać?

 

Czy możliwe jest sprawne i przyjemne połączenie namiętności do sztuki i do drugiej osoby? A może nic nie jest wstanie wyciszyć rozbujałego ego artysty?

Jedno jest pewne – akcja dzieje się w Cafe. Art Cafe – oczywiście. Spotykają się tam Ona – niby kelnerka i On – niby wielbiciel kawy. Mimo wyraźnie zaznaczonej muzyką epoki, nie dajcie się zwieść! Art Cafe jest ponad czasem.

 

 

 

„Z problemem dramaturgii dobrze poradził sobie Teatr Okazjonalny z Sopotu, który prezentował na Polemikach choreografię „Art Cafe” – historię rozgrywającą się w kawiarni z ubiegłego wieku, przy starym patefonie i rzeźbionym stoliczku. Tu rozgrywał się dramat kelnerki i jej klienta – dramat, bo mieliśmy przyjemność widzieć zarówno miłość i gniew, jak i taniec i walkę.[…] Spektakl może się podobać – jest wyważony, ciekawy plastycznie, dobrze zatańczony, a przede wszystkim potrafi utrzymać uwagę widza…”

serwis tańca, 11.06.2002

 

„Są takie spektakle, które pozostawiają po sobie lekki niedosyt. Bo czegoś brakowało, bo jeszcze można było coś dodać. Są też takie, po których człowiek czuje się przejedzony[…]. Ale spektaklu pt. „Art Cafe” nie zaliczyłabym do żadnej z tych kategorii. Był to dla mnie spektakl, który pozostawił mnie sytą i usatysfakcjonowaną. Zanim zaczęłam się zastanawiać nad tym, kiedy zacznie mi się nudzić, artyści już się kłaniali. Rzadko zdarza się taka sytuacja, więc je suis contente. Tres contente. Dbałość o każdy szczegół, od stylowego adapteru począwszy, na kołnierzyku kelnerki skończywszy, staranność o każdy krok, muzyka, uczucia…- słowem wszystko, na co złożył się ten spektakl – z pewnością zasługuje na uznanie […]”

Gazeta VIII Zgierskich Spotkań Małych Teatrów 29.09.2002

 

Warunki techniczne:

próba 2 godziny

wyciemniona przestrzeń z możliwością zrobienia black out’u;

scena minimum 45 m2 z gładką podłogą (najlepiej baletową);

oświetlenie: minimum 10 reflektorów

w tym jeden z czerwonym filtrem, jeden z niebieskim,

czas demontażu: 10 minut

sprzęt nagłaśniający z odtwarzaczem CD

Tytuł: „Aromaty”

Choreografia i wykonanie: Joanna Czajkowska i Jacek Krawczyk

Kostiumy: Eliza Śliwa

Muzyka: Maciej Łyszkiewicz

Czas trwania: ok. 26 minut

Zdjęcia: Iwona i Jarosław Cieślikowscy

 

„W atmosferze przesyconej zapachem ambry, nardu, kadzidła kobiety o mlecznej cerze i oczach wydłużonych za pomocą tuszu roślinnego, o policzkach barwy tulipanów lub kwiatów granatu napełniały rozkoszą męskie serca”

„Kobiety energiczne, indywidualistki, śmiałe w obcowaniu powinny używać znanej wody „Chypre” (zapach o charakterze cytrynowym , połączony z bukietem kwiatowym) oraz „Być może” o pięknym zapachu kompozycji gardenii, jaśminu i róży. Natomiast jeśli chodzi o perfumy, radzimy „Sawę” i „Panią Walewską”. Kobiety młode, o usposobieniu marzycielskim, wesołe powinny pachnieć wodą „Marzenie” lub czystym zapachem „Przemysławki” czy fantazyjną kompozycją zapachu „Dla ciebie”.

Zadbany elegancki mężczyzna stosuje wody kolońskie takie jak „Mister” jako środek higieniczny i powinien pachnieć przede wszystkim czystością”.

 

„Aromaty” to spektakl polisensoryczny, przeznaczonym do: oglądania, słuchania i wąchania. Inspiracją do jego powstania był oczywiście świat zapachów. Zarówno tych naturalnych, jak i tych spreparowanych przez człowieka by umilić jego życie.

 

Premiera odbyła się 19 października 2002 roku w Klubie Żak w czasie wieczoru Trójmiejskiej Korporacji Tańca. „Aromaty” były także prezentowane m.in. w Pradze w ramach konkursu dla młodych choreografów w Duncan Centre Theatre, w ramach Republiki Tańca w Teatrze Małym w Warszawie, na festiwalu Era Nowe Horyzonty w Cieszynie i w ramach cyklu „Teatr, Muzyka, Taniec” w CK Zamek w Poznaniu.

 

Recenzje:

„Trójmiejscy tancerze […] próbują tańczyć niemożliwe. Na przykład zapachy. Podczas drugiej żakowskiej sesji Trójmiejskiej Korporacji Tańca duet Joanna Czajkowska – Jacek Krawczyk, czyli Teatr Okazjonalny, zatańczyli właśnie „Aromaty”.

Znając ich poczucie humoru, można było spodziewać się kpiny z aktualnych szaleństw typu feng-shui, wahadełka, kadzidełka, aromaterapia. Jednakze nie; oni tańczą aromaty serio. Nawet z lekką tonacją metafizyczną. Staje się to jasne, gdy Ona zaczyna nad kagankowym wyposażeniem sceny usypywać piaskową ścieżkę w kształcie ósemki. W rzeczy samej jest to wstęga Mobiusa, symbol nieskończoności. Tu kończą się żarty.

On to aromaty ciemne, korzenne. Ona – kwiatowe i owocowe, jasne. Ona i on to rodzaje albo też pierwiastki aromatyczne. Nie jest pewne, czy z ich połączenia powstanie aromat wyższego rzędu. Ale jest możliwe. […]”

Tadeusz Skutnik „Aromaty Tańca” W: Dziennik Bałtycki, 23.10.2002

 

„…Współtwórcy choreografii pokierowali nią w stronę swobodnego, niemal mistycznego, ruchu, uzupełnionego przez unoszący się w przestrzeni gry zapach. Teatr Okazjonalny wykorzystał, więc u widza zmysł, którego zazwyczaj nie spodziewamy się użyć, gdy przekraczamy próg sali teatralnej. Wyprawa w krainę węchu jest niezwykle bogata – na scenie stoją eleganckie flakony, palą się kadzidła, rozsypany proszek zapachowy miesza się w powietrzu z rozpylanymi perfumami. W swej warstwie dramaturgicznej „Aromaty” nawiązują do wschodnich medytacji – tancerze uwięzieni w matematycznym znaku nieskończoności próbują się wyrwać ze swoich samotnych światów, odnaleźć, ale niekoniecznie po to, by ich świat był wspólny. On uwięziony w błękitnym świetle, ona w czerwonym, przypominają swoim zachowaniem wschodnią historię o błękitnych i czerwonych tygrysach, które szukają się przez całe życie, a jeśli uda im się spotkać – giną. Spektakl ma jednak europejski charakter – stawia pytania, czy potrafimy jeszcze wykorzystywać węch, czy pamiętamy jak pachnie ludzkie ciało, ale solowa scena Joanny Czajkowskiej, do dźwięków błyskawicznie uwalnianych migawek aparatów fotograficznych, przypomina nam, że nadal jesteśmy w krwiożerczym świecie pieniędzy, mediów – ciągle obserwowani, poganiani, oglądani. Czy w tym świecie zapach jest jeszcze potrzebny?”

Sandra Wilk W: „Serwis tańca”

 

 

„W czerni i bieli”

 

Choreografia i scenariusz filmowy: Iwona Gilarska

Tańczą: Iwona Gilarska, Jacek Krawczyk

Montaż filmowy: Robert Kielak, Andrzej Mańkowski

Zdjęcia do filmu: Krzysztof Miłosz

Muzyka: collage (zrealizowany przez Andrzeja Pawłowskiego)

Kostiumy: Eliza Śliwa

Światła: Bartosz Cybowski

Czas trwania: 30 minut

 

 

Iwona Gilarska o spektaklu: „Pomysł narodził się z naturalnej potrzeby opowiedzenia o MIŁOŚCI. Zawsze uważałam, że miłość jest najważniejsza. Nieodparta chęć bycia szczęśliwym jest jej przejawem. Tyle jest wymiarów miłości ile jest jej w nas, ile możliwości do kochania. Łatwo jest sterować uczuciami, tworzyć wrażenie, że dotykamy istotnej prawdy, bo aranżujemy, ustalamy, tworzymy techniczno – scenogaficzne konstrukcje… przyzwyczailiśmy się do nadużywania romantycznych klisz, do kiczu, do gry w pozorowaną szczerość. Mimo ujawnienia sztuczności aktu teatralnego, czy też filmowego przekazu, pozostała pewna warstwa prawdy. Ta prawda jest nieuchwytna, paradoksalna. Nie da jej się uchwycić na gorącym uczynku, ani wykreować na zamówienie. Z prawdą teatru jest więc trochę jak z miłością. Kiedy o niej mówimy, kiedy chcemy ją publicznie pokazać, ona się wymyka. Ale gdy spojrzymy na nią z dystansu , okazuje się, ze istnieje”.

 

Bohaterką jest kobieta, która szuka spełnienia w miłości,…czy je znajduje?

 

Recenzje:

„Spektakl „W czerni i bieli” to historia walki – namiętności między parą kochanków. Historia stara jak świat, banalna, a zarazem bezpretensjonalna i wymowna, opowiedziana wyłącznie językiem tańca. Duet Iwony Gilarskiej i Jacka Krawczyka to dowód na to, że profesjonalny taniec nie potrzebuje rusztowania w postaci efekciarskich środków czy scenicznej paplaniny”.

Gazeta Morska 11.02.2003

„W czerni i bieli” bez specjalnego wysiłku tancerze wyczarowują kolejne fazy zauroczenia, miłości, rozdźwiękowienia związku, rozpaczy po rozpadzie. Krawczyk jest mistrzem, może zagrać wszystko. Toteż warto zwrócić uwagę na Iwonę Gilarską. Jest w tym spotkaniu znakomita. Demonstruje coś, dla czego mężczyźni tracą głowy. Jeszcze jedno: oni odważyli się na happy end!”

Dziennik Bałtycki 11.02.2003

 

Spektakl zrealizowany został dzięki stypendium Urzędu Miasta Gdańska w 2003 roku.

Otrzymał dwie nagrody: za najlepszą dramaturgię i nagrodę publiczności na festiwalu Polemiqi 2005.

 

 

Tytuł spektaklu: „Signum Temporis”

Scenariusz, choreografia i reżyseria: Joanna Czajkowska, Jacek Krawczyk

Scenografia: Andrzej Pawłowski, Jacek Krawczyk

Kostiumy: Reserved

Tańczą: Joanna Czajkowska,

Anna Jędrzejczak

Jacek Krawczyk,

Iwona Gilarska

Opracowanie muzyczne: Marcin Wasyluk

Światła: Bartosz Cybowski

Fotografie promujące spektakl: Piotr Wołoszyk

Film: Beata Staszyńska

Prapremiera: Klub Żak w Gdańsku, 31.01.2004

 

Tematyka spektaklu:

Signum Temporis z łaciny „znak czasu”, wydaje się być przewrotnym tytułem w kontekście tematu WOJNY. Wszak wojna jako zjawisko nie zna czasu. Towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Od zarania dziejów jest strategią dla przywódców i realnym strachem, śmiercią i zniewoleniem dla „zwykłych” ludzi. Zabijano, prowadzono i nadal się prowadzi działania zbrojne w imię wyższej, lepszej cywilizacji, postępu, a nawet Boga. Zawsze wojnie towarzyszy niezrozumienie, brak empatii, zawiść, lęk przed innym – obcym i nienawiść. Wszystkie te emocje, bliskie człowiekowi, podniesione do ekstremum, zwielokrotnione propagandą i „wielką polityką” owocują złem, którego rozmiaru, nie da się opisać.

Wojna istnieje jako otwarte starcie zbrojne pojedynczych państw i ich sojuszy. Jako podskórne działania partyzantów, a nawet jako potępiany przez świat terroryzm.

Wydawać by się mogło, że każdy z nas, żyjących w niepodległym, wolnym od kilkunastu lat państwie, wojnie powie „nie”. Ale czy tak jest? Przecież można też powiedzieć, że wojna to stan ducha, wewnętrzny konflikt. To także konflikt z innymi, wolnymi ludźmi, których oszukujemy, mówiąc półprawdy, nawet w imię dobra (najczęściej zresztą swojego), walcząc o pracę, pieniądze i inne dobra materialne, odwracając się od tych, którzy nam się już do niczego nie przydadzą i nie zauważając tych, którym ta uwaga jest niezbędna. Wojna to biznesowe, braterskie i przyjacielskie strategie, które mają nam przynieść chwałę i komfort. Wojna jest w nas.

 

Forma artystyczna:

„Signum Temporis” to spektakl z gatunku „teatr tańca”, gdzie ruch, w tym przypadku oparty o technikę tańca współczesnego i sporty walki, aktorskie bycie w postaci kreowanej i w sytuacjach istniejących mają znaczenie równoważne. Dzięki ruchowi wywiedzionemu ze znaczenia i emocji, wzmocnionemu odpowiednią dramaturgią, chcemy uzyskać na scenie prawdziwe, bliskie każdemu człowiekowi sytuacje, które głęboko dotkną widza.

Widowisko to nie jest linearną historią, a przeplatającymi się wątkami, o różnym znaczeniu.

Praca Beaty Staszyńskiej nie stanowi części spektaklu, istnieje samodzielnie promując wersję sceniczną „Signum Temporis”.

 

Recenzje:

„Taniec. Teatr Okazjonalny w Żaku. ZNAKI WOJNY.

Rzeczywistość wytańczona w spektaklu „Signum Temporis” okazuje się na szczęście prostsza, wyrazistsza i klarowniejsza niż przedpremierowe wynurzenia twórców obrazu na temat jego przesłania. Według nich tematem widowiska ma być wojna jako stan ducha („wojna jest w nas”).

Obrazy. „Signum Temporis” zaczyna się żartobliwie: od przedstawienia naszych „braci mniejszych”, takich jak gąsienica, żuraw, koziołek czy łoś. Nagle odnajdujemy się na strzelnicy sportowej. Troje strzelców mierzy tu do „łosia” i z rozbawieniem przygląda się jego „konaniu”. Po tej „introdukcji półżartem” dwie pary tancerzy przedstawiają trzy obrazy: Joanna Czajkowska i Iwona Gilarska coś na kształt treningu wschodnich sztuk walki, zaś Anna Jędrzejczak i Jacek Krawczyk – sztuk kochania i zabijania. Gra, taktyka, zaloty, umizgi, nawet pojedyncze morderstwo, w obrazie trzecim – zagranym przez całą czwórkę – przechodzą w jatki. Finał to wojna! Wszystkich ze wszystkimi. Tancerze tropieni przez reflektory – szperacze i przez niewidocznych strzelców. Ostra, wystrzałowa muzyka. Trafiani całymi seriami, tancerze podnoszą się i znów upadają. Każdy umiera wielokrotnie.

Gra. Teatr Okazjonalny wystąpił tym razem w poszerzonym składzie. Joannę Czajkowską i Jacka Krawczyka znaliśmy wcześniej jako znakomitych tancerzy. Podobnie Iwona Gilarska zdołała zapisać się w pamięci widzów kilku wyrazistymi kreacjami. Największą niewiadomą w tym zestawieniu była debiutująca na gdańskiej scenie Anna Jędrzejczak. Zagrała na dorównującym im aktorsko i tanecznie poziomie. Wydaje mi się, że to – oprócz talentu i pracy osobistej – również zasługa i pomoc bardziej doświadczonych partnerów z zespołu, w tym zwłaszcza Jacka Krawczyka. Życzliwe przyjęcie debiutantki dobrze zrobiło całości.”

Dziennik Bałtycki 02.02.2004

 

 

„Spektakl taneczny w Klubie Zak. WOJNY OKAZJONALNE.

Gdzie jest początek wielkich konfliktów? W niecierpliwym geście, drobnym oszustwie, agresywnej wymianie zdań – zdają się mówić artyści Teatru Okazjonalnego. Signum Temporis – najnowszy spektakl Joanny Czajkowskiej i Jacka Krawczyka, pary trójmiejskich tancerzy i choreografów – dotyka tematu konfrontacji, małych i dużych wojen. Artyści Teatru Okazjonalnego zaprosili do współpracy przy nim dwie tancerki – Annę Jędrzejczak i Iwonę Gilarską. Premiera się odbyła w sobotę w Klubie Zak. W wykonaniu czwórki tancerzy zobaczyliśmy dynamiczne i przewrotne choreografie, pokazujące konflikty jako strategie wykorzystywane przez bliższych lub dalszych znajomych.

Przedstawiające, krok po kroku, jak od zniecierpliwienia przechodzimy do rozdrażnienia i agresji. Bez militarnych akcesoriów, wojennej martyrologii twórcy spektaklu przekonywująco kreślą banalność i powszechność kłótni, nieporozumień, które stają się wstępem do wielkich konfliktów. – Nie chroni nas przed tym kultura i cywilizacja – przestrzegają autorzy spektaklu. Pokazując, jak łatwo przechodzi się od kontemplowania kobiecego ciała w rytmie popowych przebojów do zbrojnego starcia. Nie sposób się z nimi nie zgodzić, potwierdza to niemal każde wydanie serwisów informacyjnych, radiowych i telewizyjnych. Finałowej przejmującej scenie, gdzie tancerze stają się ofiarami na jednym ze współczesnych pól bitwy, towarzyszą narastające, początkowo trudne do zidentyfikowania dźwięki. Muzyka berlińskiej grupy Einsturzende Naubauten, wykorzystującej dźwięki cywilizacji industrialnej, min. odgłosy silników samochodowych, maszyn, stukania młotków, potęguje wymowę ostatniej sceny przedstawienia. I jest jeszcze jednym znakiem naszego czasu – nawiązującym przewrotnie do tytułu spektaklu.”

Mirella Wąsiewicz ; Gazeta Wyborcza Trójmiasto 02.02.2004

 

Tytuł: „Carpet Show”

spektakl grany w dowolnie wybranej przestrzeni miejskiej

Pomysł i reżyseria: Joanna Czajkowska

Udział biorą: Joanna Czajkowska

Anna Jędrzejczak

Jacek Krawczyk

Iwona Gilarska

Marcin Wasyluk

 

 

„Spośród spektakli najciekawszą propozycją okazał się występ sopockiego

Teatru Okazjonalnego z toczącą się na ulicy, precyzyjnie zbudowaną akcją

„Carpet show”. Dwóch tancerzy i trzy tancerki, mieszając się z tłumem

przechodniów, niosą dwa zrolowane dywany. Za chwilę rozwiną i poprzez ruch najpierw zaciekawią, by z minuty na minutę zbudować tkankę wzajemnie nachodzących na siebie seansów. Akcja sama wędruje po ulicy. Po odegraniu sceny, dywan jest przez artystów zwijany, by pięć metrów dalej zaprezentować na nim kolejny z odcinków opowieści. A opowieść to osobliwa: poważna dyskusja o świecie damsko-męskich ról. Idealnie zbudowane tancerki, krawieckim centymetrami mierzą swe talie i biodra, głośno komentując wyniki. Absurd odchudzania ukazują poprzez przykładanie centymetra sobie i widzom do głowy, nosa, łopatki, łokcia. Wyniki powtarzają po wielokroć, by zapamiętać, wbić je sobie do głowy. Aby zmniejszyć wymiary muszą nieustannie ćwiczyć, toteż ordynują sobie fitness, zapraszając do sztuki zrzucania tłuszczu trzy chętne adeptki spośród widzów. I oto widzimy fitness club na ulicy: w rytm

mechanicznej muzyki mechaniczne ruchy sześciu kobiet. Tancerki Teatru

Okazjonalnego kpią w ten sposób ze statyczności ubranej w płaszcz sportu, z dziewcząt zrzucających kilogramy (centymetry). Kończą w udrapowanych na telewizyjny spot reklamowy pozach: trzy zmęczone tancerki, popijając wodę mineralną, chórem zachwalają jej zalety.

Historię o stereotypowym postrzeganiu ról kobiet i mężczyzn dopowiada para tancerzy tańcząc ruchem