Taniec – czyli inna rzeczywistość -relacja z GFT

Taniec, czyli inna rzeczywistość. Gdański Festiwal Tańca 2012

 

Olga Jankowska : PortKultury.pl

 

Gdański Festiwal Tańca jest jednym z najważniejszych wydarzeń w Polsce prezentujących taniec współczesny. Skłania się ku projektom poszukującym, awangardowym, pokazując zjawiska artystyczne, które poszerzają definicję tańca lub wydobywają z tej dziedziny sztuki wartość oryginalną. Tegoroczna edycja, dedykowana Tadeuszowi Skutnikowi, skupiona była wokół tańca azjatyckiego. Choć sztuka, z kręgu kulturowego tak innego niż nasz, może okazać się w odbiorze problematyczna, hermetyczność współczesnego tańca artystów japońskich, czy pochodzących z Chin okazała się pozorna.

 

Podczas festiwalu odbyła się światowa premiera Tao Dance Theatre 4. Tao Ye, założyciel teatru, jest określany przez krytyków mianem „jednej z najbardziej ekscytujących postaci tańca współczesnego”. Jego minimalistyczne rozwiązania artystyczne, bliskie tradycji chińskiego teatru, uważane są za fascynujące. Swoimi prezentacjami nie opowiada konkretnych historii, ale buduje je na scenie. W jego choreografiach pozbawiona dosłowności treść, przenosi środek ciężkości przedstawienia na tancerzy. To oni swoimi ciałami, emocjami, które tworzą się na scenie, próbują wykreować opowieść. Spektakl „4” składa się z kilku wątków, pozornie niezwiązanych, które poprzez zapętloną formę, powtarzalność pewnych fragmentów choreografii, tworzą spektakl spójny. Wychodząc z założenia, że Europę i Azję dzielą ogromne różnice, dla europejczyków wyjęte z kontekstu tańca azjatyckiego przedstawienia mogły wydawać się niezrozumiałe. Niezrozumienie kulturowe, czy brak znajomości azjatyckiej tradycji budziły zachwyt lub całkowite odrzucenie przybranej przez Tao Ye konwencji.

 

Spektakl „4” był formą czystego ruchu. Ograniczone środki wyrazu zintensyfikowały doznania publiczności skupionej na samym tańcu. Delikatne światła i brak scenografii pozwalały śledzić każdy ruch czterech tancerek. Obecne na scenie postaci, z pomalowanymi na czarno twarzami, stworzyły wrażenie zjaw. Wybijająca się na scenie Duan Ni pełniła rolę koryfeusza, który poprowadził resztę zespołu. Tancerki, w oryginalnych kostiumach Li Min, podczas tańca przybierały formy żywych rzeźb. Postaci ubrane w szaro-grafitowe, skromne stroje kolorystycznie nie wybijały się na scenie. Xiao He swoją sugestywną muzyką wprowadził odbiorców w trans. Nawiązującą do tradycji folkowej kompozycję można było odebrać jako hipnotyczną, prowadzącą ponadto, co było dostrzegalne na scenie. Brzmienie kołatek oraz powtarzający się śpiew wzmocnił emocjonalny wymiar spektaklu. Po raz kolejny zastosowano proste środki, takie jak rytm, stanowiący jakby wyższą, wyabstrahowaną formę mowy ludzkiej, spójny był z tym, co widz mógł usłyszeć i zobaczyć. Jeżeli odbiorca czekał na zmianę ruchu w stronę większej dynamiki, pozostał rozczarowany. Prosty ruch, nie zmieniający swojego rytmu, estetyczny i spokojny stał się wartością, komunikatem przez publiczność odczytanym w sposób czysto wizualny i emocjonalny. Mimo różnic pomiędzy Azjatami i Europejczykami w definicji zmysłów, o której mówił Shang Chi Sun, ostatecznie udało się temu spektaklowi znaleźć język uniwersalny.

 

Nad kolejnym spektaklem wystawianym w ramach Gdańskiego Festiwalu Tańca opiekę artystyczną sprawował Shang Chi Sun, który przygotował z Aureliuszem Rysiem Downfall. Trener, wzbraniający się przed narzucaniem swojemu uczniowi jakichkolwiek choreograficznych rozwiązań, próbował wydobyć indywidualny charakter ruchu tancerza. Balansowanie po wiązce światła widocznej na podłodze, czy ewolucje na krześle okazały się pomysłami, o tyle ciekawymi, o ile już wielokrotnie wykorzystywanymi.

 

Tego samego wieczoru publiczność miała okazję zobaczyć drugi ze spektakli Tao Dance Theatre, czyli 2. Duet Tao Ye i Duan Ni niósł w sobie ogromną siłę tańca. Jak możemy przeczytać w materiałach prasowych to nagrania rozmów stały się punktem wyjścia do stworzenia choreografii i muzyki. Twórcom Tao Dance Theatre po raz kolejny udało się stworzyć opowieść, która by przekazać swoją wartość nie potrzebuje słów. Środek ciężkości przedstawienia ponownie został przeniesiony na to, co dzieje się między tancerzami, a nie na wybraną historię. Tancerze Tao Dance Theatre, podobnie jak Isadora Duncan, wiele pozostawili wrażliwości i „wyobraźni duchowej” widza. Naturalnie odbiór ich spektaklu to również kwestia indywidualnej estetyki, którą trzeba przyjąć chociaż na moment spektaklu, jeśli chce się zrozumieć filozofię ich ruchu. Ukryta w emocjach akcja jest wartością charakterystyczną dla choreografa Tao Ye, tak samo jak ograniczona performatywność. Sama obecność na scenie dwóch, tak dobrze rozumiejących się artystów, tworzyła pewnego rodzaju sacrum. Ich ruch, podporządkowany brzmieniu wypowiadanych słów, z muzyką o narracyjnej roli, tworzył ciekawe artystyczne zjawisko. W porównaniu z „4”, w formie jaką pragnie przedstawić Tao Ye, był to spektakl może łatwiejszy, ale dla mnie pełniejszy, emocjonalnie bogatszy. Ich taniec, któremu towarzyszył słyszalny na sali wspólny rytm oddechu dwójki tancerzy, był prawdziwym seansem ruchu.

link do źródła