„Przemieszczenie a przekształcenie”

„Przemieszczenie” to termin którym Richard Schechner posługuje się by zastąpić nim „przemianę” odróżniającą rytuał od performance.  ( „transportation” a „transformation”) , zauważając że w szuce performance performer wchodzi w rolę, osiąga stany szczytowe, a następnie powraca niezmieniony, nieopodal miejsca z którego wyruszył, by po chwili wejść takim jak był poprzednio w zwykłe codzienne role społeczne, systemy znaczeń, grupy skojarzeń – wszytko to co kształtuje go poza sytuacją performance. Oczywiście metafory te dotyczą ulotnych stanów psychicznych, ujętych tutaj w logikę antropologii kultury.

Przesiadująca, obecna,  w nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej Marina Abramović, coraz częściej mówi o spuściźnie sztuki performance, sama rekonstruuje spektakle innych performerów i najbardziej chciałaby by pozostała po niej myśl, nieśmiertelny dobry pomysł, na tyle przejrzysty by mógł go wykonać inny performer.

Anna Steller systematycznie odcina się od ujmowania jej sztuki w kategorie charakterystyczne dla teatru tańca, rozwija środki wyrazu i świadomość właściwą performerom, a performance „Przemieszczenie” pokazuje że skala jej możliwości  wkrótce osiągnie ekstremum.

Przez cały czas trwania performance Steller zachowuje pełną kontrolę nad sytuacją sceniczną. „Nie bierze jeńców” – to nieco kolowkwialne stwierdzenie trafnie opisuje sytuację – wciąga widzów: wrzeszczy, rzuca się na ścianę, kontrastując tymi środkami naiwną treść niewinnego pamiętnika nastolatki.

W zadziwiający sposób uruchamia tym we mnie ciekawość , swobodę i radość, a jednocześnie wzrusza mnie, na tyle że postępując z tłumem widzów z trudem hamuję łzy.

Druga część  performance jest statyczna, składa się z wideo i granej na żywo muzyki. Steller stosuje tu wystudzanie. Siedzi nieporuszona na kanapie. Ogląda samą siebie w lesie, w którym najbardziej boi się siebie samej. Teraz kiedy o tym piszę wydaje mi się że przyprowadzono mnie do pokoju luster, gdzieś gdzie ego przygląda się same sobie.

Zmienia się światło. Steller jeszcze raz przejmuje kontrolę, cała sekwencja z rekwizytem – kanapą – jest męcząca i ryzykowna, jako widz nie mam żadnej szansy, żadnego punktu zaczepienia- widzę performerkę w introwertycznej sytuacji – najpierw chodzi po krawędzi mebla, a potem, nieomal komiczna, wchodzi pod kanapę, – zaczynam odczuwać litość jak wobec kogoś kto uporczywie i naiwnie próbuje wzbić się w powietrze skacząc ze szczytu oparcia. Sytuację interpretuję jako pragnienie potęgi i tęsknotę za lataniem, obrazuje ją groteska.

Performerka sztywnieje. Reaguje mocniej z muzyką. Wprowadza napięcie. Chwilę zbliża się do plamy farby w której już rozluźniona, na kolanach macza włosy i maluje jednoznaczny symbol nieskończoności. Performance nie ma końca. Naga, wyprostowana, stateczna i całkowicie opanowana Steller gotowa jest krążyć hipnotyzując widzów obecnością.

Widziałem portret kobiety która siedziała na przeciwko Mariny Abramowić przez ponad siedem godzin. Steller pozostawiła publiczności decyzję jak długo pragną ją oglądać krążącą po obwodzie ósemki. Widok był tak przejmujący, że wychodząc drżałem jakbym uwolnił ogromne napięcie, jakbym sam wykonał cały ten mocno fizyczny performance, a jednocześni żałowałem że nie zostałem dłużej, osiągając ekstremum, zbliżając własną osobowość do granicznej sytuacji, skąd mógłbym raz na zawsze przenieść się tam gdzie i tak od zawsze jestem, albo chciaż napatrzeć się, sycąc oczy widokiem czystego piękna w alegorycznej postaci, ale wtedy, kto wie, może uległbym transformacji.

 

tekst : bartłomiej łuniewicz.