Out/ Cool Fire – recenzja – Łukasz Rudziński

Łukasz Rudziński : „Dojrzały „Out”, młodzieżowy „Cool Fire” – o premierze w Operze Bałtyckiej”  :

Wzorem ostatnich tanecznych premier Bałtyckiego Teatru Tańca, szefowa zespołu działającego w Operze Bałtyckiej zaprosiła widzów na taneczną składankę – „Out” i „Cool Fire”. Spektakle rozgrywane są w niemal tej samej scenografii, w podobnych kostiumach, ale w zupełnie innej estetyce.

Miłośnicy talentu Izadory Weiss na pewno pamiętają pierwszą, niemal dwugodzinną wersję spektaklu „Out” (premiera w 2010 roku). Poświęcony wykluczonym, porzuconym kobietom spektakl miał trzy główne bohaterki – Białą, Szarą i Szafirową. Nowa, o połowę krótsza wersja spektaklu jest skondensowaną wersją tamtego, co z pewnością przedstawieniu wyszło na dobre.

Zamiast trzech, bohaterki więc są dwie (Biała i Szara), zrezygnowano też z cześci duetów czy sekwencji zbiorowych.”Out” otwiera Beata Giza (Biała), najpierw solo, potem w tańcu z Graziano Bongiovannim (Chłopak). Giza po raz kolejny zachwyca płynnością ruchu i perfekcyjną techniką, Bongiovanni dobrze jej partneruje. Kolejne sceny, w większości znane z poprzedniego „Outu”, są zatańczone dobrze i zaskakująco synchronicznie. Świetnie w roli Erosa sprawdza się Michał Łabuś (brawurowe solo z wykorzystaniem pracy ramion i pleców).

Znakomite przygotowanie taneczne potwierdza grająca mało eksponowaną rolę Amelia Forrest. Bardzo efektownie wypada też zbiorowy taniec siedmiu mężczyzn i dopracowana wizualnie finałowa scena śmierci. Nieco gorzej, mniej widoczna tym razem, główna bohaterka – Szara Franciszki Kierc (szkoda, że jej solo zostało przez choreograf przedstawione w stosunku do muzyki w nieznośne dosłowny sposób).Warto zwrócić uwagę na dość równy, jak na zespół BTT taniec.

Najmniej pewnie zachowuje się debiutująca w nowej produkcji teatru Izadory Weiss – Japonka Sayaka Haruna. Nie zmieniono efektownych jedynie na początku spektaklu, „gimnastycznych” zadań pozostałych tancerzy (np. podczas siedzenia na ławie), rozgrywających się w tle występów głównych bohaterów. Karykaturalnie złowrogo wyglądają „wejścia” posępnej Śmierci (Elżbieta Czajkowska-Kłos), przypominającej nieustannie o słynnym „memento mori”.

To dojrzalsze, lepiej zatańczone i po prostu ciekawsze wcielenie „Outu”. Którego przesłanie o wykluczonych może nie jest do końca czytelne, za to ubrane w wiele dużej urody, skondensowanych scen.

„Cool Fire” oparte jest z kolei na formule tanecznej bitwy. Tancerze siadają po przeciwległych bokach sceny (oszczędna, niemal ta sama scenografia Hanny Szymczak do obu przedstawień), profilem do widzów. Po lewej są ci „cool” – ubrani w czarne, eleganckie kostiumy, po prawej „fire” – wyglądający luźno, młodzieżowo, radośnie. Spektakl rozpoczyna uporządkowane solo Sayake Haruny, które stopniowo angażuje cały zespół „cool”. Ich występ przerywają „fire”, w swoim nowoczesnym tańcu, bardzo przypominającym popisy młodych tancerzy w „You Can Dance” (zresztą dwie dziewczyny „fire” – Franciszka Kierc i Natalia Madejczyk – brały swego czasu udział w tej TVN-owskiej produkcji, a Michał Łabuś z racji swojego miękkiego, „breakdancowego” ruchu także czuje się w takim tańcu jak ryba w wodzie).

Naprzemienne popisy, coraz bardziej prowokacyjne wobec drugiej grupy, przemieniają się w żywiołowy, taneczny taniec wszystkich. Bowiem „cool” i „fire” zrzucą w końcu swoje zewnętrzne kostiumy i zatańczą wspólną, dość chaotyczną, ale pełną radości, żywiołową choreografię Izadory Weiss. Słowa dyrektora, Marka Weissa z programu do całego wieczoru, tłumaczącego przesłanie spektaklu słowami: „Konflikty i podziały między ludźmi są narzucone przez systemy kulturowe i religijne. Utrwalane od wieków fałszują jedność ludzkiego gatunku, którą odnajdujemy dzięki sztuce.” – w kontekście tego przedstawienia można uznać za żartobliwe nadużycie.

Taka, nieco podwórkowa estetyka tańca „Cool Fire” zupełnie do mnie nie przemawia, ale przyznać trzeba, że spektakl dobrze spełnia swoją rolę. Jest energetyczny, pobudzający, przygotowany za przysłowiowe „pięć złotych”, by wprowadzić nowy tytuł do repertuaru Opery Bałtyckiej i przede wszystkim nieźle zatańczony (m.in. ciekawy epizod Filipa Michalaka). Szkoda, że oprócz Franciszki Kierc, która doskonale czuje się w takim teledyskowo-dyskotekowym tańcu freestyle oraz niewątpliwie dobrej technicznie, ale zagubionej na tle zespołu Japonki Haruny, pozostali nie dostali tyle przestrzeni, by pokazać pełną skalę swoich umiejętności.

Zdecydowanie ciekawszą częścią wieczoru jest dużo lepiej dopracowany koncepcyjnie i tanecznie „Out”, choć „Cool Fire” urzeka świetną muzyką Jimiego Hendrixa w wykonaniu Nigela Kennedy’ego.

Tuż po premierze spektaklu (23.02) marszałek województwa pomorskiego, Mieczysław Struk wręczył szefowej Bałtyckiego Teatru Tańca, Izadorze Weiss medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, przyznany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego, Bogdana Zdrojewskiego.

 

link do źródła artykułu