KARNACJA, Agnieszka Pożoga

KARNACJA, pomysł i wykonanie: Katarzyna Chmielewska, choreografia i scenografia: Chiharu Mamiya, Katarzyna Chmielewska, muzyka: Wojtek Mazolewski, światła: Michał Kołodziej. Premiera Teatru Dada von Bzdülöw w Klubie Żak w Gdańsku 17 maja 2007 roku.

Wielobarwna narzuta składająca się z materii różnego rodzaju i faktury leży rozciągnięta niczym wysepka na środku czarnej podłogi. Przypomina patchworkową kołdrę miesiącami, misternie zszywaną przez gospodynię domową. Każdy jej fragment to kawałek jakiejś historii, każdy deseń, wzór i materiał może coś przypominać, złączone razem tworzą ciepłe schronienie dla nowego życia…

Artystka ułożona w pozycji embrionalnej, w tej przytulnej przestrzeni powoli się rozbudza. Rodzi się nowe życie oświetlone promieniami życiodajnego słońca. Tak rozpoczyna się solowy spektakl Katarzyny Chmielewskiej Karnacja, którego choreografię współtworzyła z japońską tancerką Chiharu Maniya.

Zaraz po narodzinach młoda istota delikatnie uczy się świata, niepewnie ogranicza swój ruch tylko do przestrzeni kolorowego kwadratu. Z dziecinnym zaciekawieniem bada swój świat głównie dotykiem stóp, poznaje śliskie atłasy, gładkie i niepokojąco chłodne, ciepłe bawełniane prześcieradła, narzuty i poszewki oraz zaskakująco miękkiego misia – futrzany dywanik do którego przytula się całym ciałem… To ośmiela ją bardziej, budzi coraz większą ciekawość i głód doznań… teraz chce zbierać doświadczenia. Jednak cały czas sprawia wrażenie zagubionej, bada świat, smakuje, szuka swego miejsca i próbuje się zadomowić ale nie czuje się pewnie. Dziewczyna zaczyna chodzić po czarnych obrzeżach patchworku, by w końcu odważyć się na wyjście na zewnątrz. Tam delikatnie ale zdecydowanym ruchem oczyszcza stopami podłogę wokół swego kolorowego schronienia. Teraz przygląda mu się temu kolorowemu światu z innej perspektywy. Jego elementy zyskują nową jakość. Dziewczyna sięga po etolę z aksamitnego misia podszytą bladoróżową podszewką z atłasu. Podnosi ją by się nią okryć… Młoda kobietka obudzona przez ten damski ciuszek prezentuje teraz długie sekwencje układów tanecznych, wchodzi w różne role, doświadcza radości, rubasznie śmieje się (też z samej siebie). Cała postać sprawia wrażenie groteskowej, kreskówkowej momentami (tu widać echa postaci kreowanych przez aktorów japońskiego buto). Nie czuje się naturalnie w swym otoczenie i swych rolach. Wykręca swe ręce jakby w geście bezradności (czy obydwie są lewe?), potem sztywnieje w manekinowym ruchu aby za chwilę bezwładnie opaść z sił… te ruch są przez chwilę refrenami w jej układzie… Odczuwa też ból i cierpienie, drży… Targana różnymi emocjami i uczuciami raz wypręża się, odrywa się od ziemi, raz do niej przylega padając na podłogę. Taniec jej, momentami komediowy, pokazuje jej duże umiejętności i taneczne, i aktorskie. Dłonie tancerki poruszają się z subtelną elegancją orientalnych tancerek ale jej stopy stoją pewnie na ziemi (niczym u tancerki buto). Kasia Chmielewska czerpała inspiracje z różnych kultur i jest to niezwykle czytelne, czytelna jest też historia o szukaniu domu i o tym, że nasze kolorowe światy są do siebie podobne niezależnie od naszego pochodzenia i koloru skóry.

 

Artystka zawija się w coraz to nowe kolorowe łaszki, turla się po przekątnej sceny i niszczy kolorową układankę. Gdy już wszystkie materiały zostają rozrzucone oczom widza ukazuje się kłębowisko szmat będące wspomnieniem jedynie dawnego porządku. W tym momencie tancerka wydobywa stamtąd złoty, błyszczący materiał i zakłada sobie na głowę jak czyni to wiele kobiet na całym świecie nadaje to jej dostojności, dodaje lat. Dziewczyna-madonna ubiera na siebie kolejne warstwy materiałów. Przeistacza się raz w pannę młodą, raz w królową, matkę, starą szamankę, mongolską uzdrowicielką, staruszkę…. Nowe warstwy – nowe twarze kobiety. Jedna wielka afirmacja kobiecości. To ciągłe, kobiece ubieranie się urasta tu do rangi rytuału, odkrywa różnorodność kobiecych ról. Nakładane materie przygniatają ją coraz bardziej, nadchodzi starość… Starość, która kurczy ciało i powoduje, że kobieta gubi się w tych zwojach, pochyla ku ziemi. Liczne warstwy tkanin przypominają kokon, w którym kobieta przygotuje się kolejnego życia.

Znów z pozycji embrionalnej budzi się ale tym razem zna otaczający ją świat i wie jakie jest jej zadanie: starannie, misternie, kawałek po kawałku zwija materiały, przędzie – czy tworzy własny świat, dom? Ustawia wszystkie te zawiniątka w rzędzie. Zrozumiała swą rolę, odnalazła swe miejsce i cały ten dobytek stał się jej dobytkiem. Wie jak używać chust, jak nosić szal, do czego służą poszewki, koce, dywany, serwetki – rzeczy zwykłe, codzienne i te odświętne jak na przykład biała etola z futerka o atłasowej podszewce. Wszystkie te rzeczy leżą gotowe by stworzyć z nich kolejny niepowtarzalny patchwork.

Agnieszka Pożoga