Alien Anonymous

Obcy – przemieszczona tożsamość.

Niełatwe zadanie postawiły przed sobą twórczynie spektaklu „alien anonymous”, Julia Mach i Anna Maria Nowak. Inspiracją do jego powstania uczyniły „Solaris” Stanisława Lema, książkę gęstą od filozoficznych rozważań pisarza na temat doświadczenia Innego, Obcego, na temat ułomności ludzkiego poznania, rozumowania i ludzkiej pamięci. Nie ma w tym spektaklu żadnej dosłowności; ruch, przestrzeń, kostiumy można interpretować na różne sposoby. Ten brak jednoznaczności powoduje jednak, że spektakl nie jest do końca czytelny, choć wszystkie możliwe interpretacje przemawiają na jego korzyść. Oto jedna z nich: – Artystki skupiły się na jednym wątku „Solarisa” – postaci kobiety, Harey, która przed dziesięcioma laty popełniła samobójstwo. Teraz pojawia się nagle na stacji badawczej, na którą został wezwany jej mąż, psychiatra Kris. Początkowa scena wprowadza nas w przestrzeń tajemnicy, widzimy, jak w mroku porusza się coś białego, niczym trzepocząca biała ćma. Podobnie wygląda też zakończenie. Tancerki mają jednakowe kostiumy, białe sukienki, przypominające trochę kielichy przebiśniegów, a trochę kosmiczne uniformy, ze strużką czerwonych guziczków na plecach – jak krople krwi. Czy obie są Harey – jak w „Solarisie” – jedna jej oryginałem, druga kopią? A może obie są kopiami tej samej kobiety? I czy w ogóle był jakiś oryginał? Ich ruch wyraża indywidualność, myślą o sobie jak o autonomicznych bytach. Ale w mistrzowsko wykonanych partiach synchronicznych odnajdujemy przecież ten sam ruch, tę samą manierę, tę samą myśl. Jeśli myśleć „Solarisem” Lema, można powiedzieć, że w tych momentach ich jaźnie łączą się na chwilę, przenikają, że kobiety mają dostęp do swoich myśli, przeżyć, wspomnień. Że obie poszukują swojej tożsamości, we wspomnieniach tej drugiej kobiety, w relacji z Innym. Znakomicie grają skrajne stany emocjonalne, od histerycznego, pustego śmiechu do łagodnej zadumy czy słodkiej kokieterii. „alien anonymous” to spektakl o niedoskonałości ludzkiego poznania, o niemożności przekroczenia granic rozumu. Choć bohaterki „komunikują się ze sobą”, nie widzą siebie nawzajem, nie dotykają się – nawet gdy tańczą tak blisko, że powstaje w nas wręcz oczekiwanie na ten dotyk, na choćby muśnięcie. Ruchowo wykorzystują różne techniki – klasyczny balet, impuls wychodzący z jednej części ciała – prawa ręka, stopa. Czasem ruch jest ukierunkowany i precyzyjny, czasem zaś bez kierunku wyzwala energię gdzieś poza ciało. Ich ciało jest lekkie, zwiewne, ale czasem pojawia się zgrzyt – nagle potyka się i upada, a ten upadek cuci je i boli. Przestrzeń budowana jest tu wyłącznie światłem i ruchem. To przestrzeń zamknięta – obie postacie przyglądają się czasem czemuś „poza”, na zewnątrz. Czy próbują się kontaktować z tajemniczą Inteligencją wyobrażoną przez wielki ocean? Spektakl wiele pytań pozostawił bez odpowiedzi. Gdyby skrócić go przynajmniej o jedną trzecią i zdecydować się na odrobinę więcej dosłowności, byłby z pewnością ciekawszy, nie tak nużący w odbiorze. Mimo tych niedoskonałości, z wielką przyjemnością oglądałam tę realizację utalentowanej Julii Mach. Towarzysząca jej na scenie gdańszczanka Anna Nowak okazała się natomiast prawdziwym objawieniem trójmiejskiej sceny tanecznej (obecnie mieszka i pracuje w Wiedniu). Potwierdziła to tańczonym po „alien anonymous” solo zatytułowanym „Mindblankless”. Jest ono efektem poszukiwań, związanych z zagadnieniem przemieszczenia (ang. misplacement). Podjęła ona próbę zatarcia granic między sensem a nonsensem na scenie – jednak by te granice zatrzeć, trzeba je, paradoksalnie, najpierw dobrze znać i wyznaczyć. Ta umiejętność oraz znakomite przygotowanie techniczne – niewiarygodnie giętkie, plastyczne ciało – sprawiły, że jej oryginalny i dowcipny „work in progress” zrobił na widzach duże wrażenie. Zainspirowana książkami angielskiego neurologa Olivera Sacksa autorka „Mindblankless” zadała pytania o to, co jest „normalne”, i jak bardzo możemy ufać naszej percepcji? Co tak naprawdę definiuje naszą rzeczywistość, odbieranie świata i innych? Te pytania połączyły oba spektakle, co tłumaczy zaprezentowanie ich podczas jednego wieczoru w klubie Żak. Zobaczymy je na tegorocznym Gdańskim Festiwalu Tańca, który rozpoczyna się 14 czerwca.

 

Magdalena Hajdysz, Gazeta Trójmiasto