No to nas przejrzeli, Łukasz Rudziński

No to nas przejrzeli

 

Być może pełna asymilacja i akceptacja zastanej rzeczywistości, przekreślają szanse na indywidualizm – o „Visitores” na Sopockiej Scenie Off de Bicz pisze Łukasz Rudziński z Nowej Siły Krytycznej.

Nic tak nie pobudza wyobraźni jak teatr tańca. Gdy jeszcze doda się do niego sugestywną, piękną wizualnie oprawę i czytelną fabułę, powstały obraz skazany jest na sukces. Tak jest też w przypadku najnowszej premiery Sopockiej Sceny Off de BICZ – spektaklu „Visitores” Julii Mach i Filipa Szatarskiego.

Skąd się wzięli? Po co? Nie wiemy. Widzimy ich w kilku scenach, które można podzielić na dwie zasadnicze części: pojawienie się w nowym, nieznanym miejscu oraz stopniowa asymilacja aż do finałowej prezentacji „owocu” pełnej aklimatyzacji, skażonego kulturą masową.

Cały spektakl zbudowany jest z wycinków rzeczywistości dwójki istot – Jego i Jej. W każdym z kilkuminutowych epizodów stają się inni. Inicjacyjne „wejście” do obcej przestrzeni stanowi narodziny, kreację pewnej formy. Forma ta musi ulec przeobrażeniu, aby umożliwić rozwój jednostki. Widzimy jak Obcy dojrzewają, poznają życie, bawią się, tańczą, śpiewają, odkrywają swoje możliwości w nieznanej, w pewnym sensie obcej każdemu z nas, choć naszej rzeczywistości. Odkryją również siebie wzajemnie i połączą się w pełnym lekkości, wręcz poetyckim akcie miłosnym.

Taniec potraktowany jest przez Julię Mach i Filipa Szatarskiego umownie, bo podporządkowali go utanecznionej duodramie (w konwencji filmu niemego), ciążącej w kierunku teatru fizycznego. Jednak dzięki umiejętnościom tancerzy, granica między tańcem a nie-tańcem jest bardzo trudna do uchwycenia. Zwłaszcza Julia Mach zachwyca precyzją ruchu i gestu. Dzięki temu jej postać, dużo bardziej statyczna niż On Filipa Szatarskiego, koncentruje na sobie uwagę, pomimo tego, że przeważnie znajduje się z tyłu, za Nim.

Cały czas Obcy pozostają w interakcji. Większość scen kończą blisko siebie, niekiedy w fizycznym kontakcie. Zdają się wyczuwać, że są sobie niezbędni. Choć odmienni, starają się nie tylko poznać świat, w jakim przyszło im żyć, ale także siebie. Wspólnie oddają się we władanie harmonii i ruchu, pełnych wzajemności i równowagi.

„Visitores” to spektakl bardzo poetycki, miejscami delikatny jak pajęczyna. Utkany ze zwykłych ludzkich pragnień, dążeń i marzeń. Czy udaje się je obronić przed zalewem nijakości i bylejakości wytworów doraźnych, mało istotnych? Tancerze, będący jednocześnie reżyserami i choreografami przedstawienia, nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Nie wartościują i nie oceniają. Zostawiają z tym nas samych. Być może pełna asymilacja i akceptacja zastanej rzeczywistości, przekreślają szanse na indywidualizm. Zakończenie spektaklu sugeruje, że wszystko, co nas wyróżnia, musi ulec temu, co pozbawia tożsamości. Tracimy twarz w przenośni i dosłownie (bejsbolówka i okulary przeciwsłoneczne skutecznie ją zakrywają). Trochę strasznie brzmi również tytułowa obcość, bo przecież próby oswojenia świata przez Obcych w „Visitores” są dążeniami każdego z nas. Ale może rzeczywiście to, co ludzkie, staje się nam obce?

Łukasz Rudziński

Nowa Siła Krytyczna, 06-12-2007