Niezależnie i bez polotu?

XI Trójmieskie Spotkania Teatrów Niezależnych w Gdańsk,

 

Niezależnie i bez polotu?

XI Trójmiejskie Spotkania Teatrów Niezależnych w Gdańsku. Pisze Magdalena Hajdysz w Gazecie Wyborczej – Trójmiasto.

 

«XI Trójmiejskie Spotkania Teatrów Niezależnych, które w weekend 12-14 grudnia 2008 odbyły się w IKA Winda udowodniły, że w teatrze, jak to w sztuce, najważniejsze jest zaangażowanie.

Dwa pierwsze dni imprezy upłynęły pod znakiem piątych urodzin Teatru Amareya. Jubilaci zaprezentowali znakomite spektakle, wśród których oprócz wcześniejszych realizacji – „Exit” i „Teatru Anatomicznego”, wymienić trzeba choćby „Dziewczęta z Zajęczego Wzgórza” w wykonaniu Krzysztofa „Leona” Dziemaszkiewicza i Anny Steller. Spektakl zszokował i zachwycił publiczność nie tylko tańcem, ale i estetyką rodem z klubów gogo.

Centralnym punktem urodzin Amareyi była premiera „Tribute to J.S.” Agnieszki Kamińskiej. W swym pierwszym solowym projekcie aktorka podjęła próbę zmierzenia się z trudnym, a jednocześnie łatwym do zbanalizowania tematem losów swojej rodziny uwikłanej w historię II wojny światowej. Jej szczere i przejmujące wyznanie zelektryzowało całą widownię. Za pomocą tańca, gestu i spojrzenia oddała uczucia zniewolenia, strachu, zagubienia, ale też pragnienie życia i wolności oraz potrzebę odzyskania indywidualności. Jeśli ktoś twierdzi, że pokolenie wnuków tych, którzy doświadczyli wojny, nie jest w stanie niczego zrozumieć, powinien obejrzeć ten spektakl. Według aktorek Teatru Amareya „Hołd dla J.S.” miał być odejściem od dominującej w ich dotychczasowej twórczości techniki butoh i pierwszym krokiem w stronę ich własnej, wypracowanej przez lata na podstawie różnych inspiracji techniki. Kamińska potwierdziła te obietnice. Zaprezentowała styl czytelny, spójny i oryginalny.

Ostatniego dnia Spotkań wystąpiły teatry dramatyczne. Poziom prezentowanych przez nie spektakli był bardzo różny i wymyka się jednoznacznym ocenom. Były teatry typowo amatorskie i młode, jak Teatrzyk Błękitnego Czasu z Młodzieżowego Domu Kultury w Sopocie, czy Teatr Studencki Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej, były też teatry mające swoją stałą scenę, składające się z aktorów z dłuższym stażem, jak Sopocka Scena Off de BICZ czy Teatr w Blokowisku.

Oba młodsze teatry („A co będzie na końcu..?” Błękitnego Czasu i „Generał i Bomba” GWSH) wzięły na warsztat poważne, egzystencjalne problemy, traktując je jednak w sposób typowo szkolny, choć nie bez głębszego przesłania. Na uwagę zasługuje tu zespół z Sopotu, któremu udało się, mimo niedoskonałości aktorskich młodych wykonawczyń, ciekawie pokazać różnicę pomiędzy wszechogarniającym hałasem informacyjnym a ciszą. Natomiast w „Generale” teatru GWSH zabrakło dramatyzmu, a całość można by skwitować pytaniem: Jak przybliżyć dzieciom problem wojny atomowej?

Być może w teatrze niezależnym trudniej o zaangażowanie. Ale to chyba tylko rys naszych czasów – kryzys, który wynika w dużej mierze zarówno z braku odpowiedniego miejsca dla teatralnego rozwoju młodych ludzi, ale i postawy ich samych, niechętnych dać z siebie czegoś więcej. A widz od razu zauważy „fuszerkę”, posługiwanie się tanim chwytem zamiast autentycznego przeżywania.

Przeciwwagę stanowiły spektakle „Tulla” w reżyserii i wykonaniu Idy Bocian z Sopockiej Sceny Off de BICZ i „Szaleństwo we dwoje” w reżyserii Marka Branda z Iwoną Fijałkowską i Maciejem Szemielem. „Tulla” to precyzyjnie skonstruowany monodram oparty na prozie Güntera Grassa, przejmująca historia dorastania w wojennej rzeczywistości. Aktorka bez udziału muzyki umiejętnie budowała napięcie głosem i ruchem. Samym spojrzeniem przemieniała się z chłodnej i zdystansowanej narratorki w zadziorną, okrutną i nieprzewidywalną Tullę.

Spektakl Teatru w Blokowisku to komiczna i smutna zarazem historia pary kochanków. Uzależnieni od siebie, nienawidzący się i kochający zarazem próbują na nowo nazwać to, co ich łączy. Przyjemna rzecz skłaniająca do namysłu nad tym, jak pięknie oszukujemy samych siebie.

Prawdziwą perełką był gościnny występ Teatru Kreatury z Gorzowa ze spektaklem „Letnie małżeństwo”, zdobywcy nagrody za aktorstwo dla Marty Andrzejczyk podczas tegorocznego Windowiska. Talent aktorski Andrzejczyk, świetny scenariusz Agnieszki Kochanowskiej i piękne, klimatyczne piosenki Czesława Mozila, znanego jako „Czesław Śpiewa”, wypełniły niewielką salę Klubu Winda prawdziwą magią teatru.

Szkoda, że imprezy takie, jak STTN odbywają się tylko raz do roku. Przyszłorocznym spotkaniom życzyć trzeba jednak większej sali i większego budżetu, dzięki którym impreza, tak potrzebna teatrom niezależnym, mogłaby rozwinąć skrzydła. Mam bowiem wrażenie, że gdyby nie urodziny Teatru Amareya, STTNy nie weszłyby z takim rozmachem w następne dziesięciolecie swojego istnienia.»

 

Magdalena Hajdysz, Gazeta Wyborcza – Trójmiasto nr 293