MENS DANCE

MENS DANCE, 2009-10-26

 

W teatrze, formą są gotowe. Od podniesienia kurtyny do ukłonów, pozostaje wybierać co i jak komunikować, a artyzm w tym miejscu, pozwala zamykać czas, w nadających się do interpretacji scenach- rozpoznaje się walkę, albo wpływ demonicznych sił, właśnie dzięki badanej umowności. Jasne jest, że to dzięki istnieniu kulturowego klucza, a więc bardzo długiej tradycji, możliwe jest dokonanie takiej interpretacji.

Dosłowność spektaklu w części ” Tango Life ” Romana Komassy , pozwala cieszyć oko ruchem zfabularyzownym, służącym prowadzeniu pomyślanego wątku – opowiadaniu historii ludzi w tańcu, który według argentyńczyków wywodzi się z walki na noże: namięności ukazane są bezpośrednio: widzimy upadek pokonanych, wysiłek i zdradę. Najbardziej uderzającą cechą struktury spektaklu, jest wyrazisty podział na sceny zbiorowe i niezwykle interesujące sola, struktura czerpiąca szeroko z tradycji, przejrzyście służąca opowiadaniu tańcem.

Można powiedzieć, że o ile otwierające wieczór widowisko, umiejscawia widza w pojmowalnej współczesności, o tyle ” Kilka krótkich sekwencji” w reżyserii Jacka Przybyłowicza, to fantazja na temat i do muzyki baroku. Jednak ruch tancerzy w żaden sposób nie nawiązuje do tradycji baroku, a jest niewątpliwie osadzony w tym co można nazwać metodą, czy szkoła tańca współczesnego – ciężkawe, posuwiste, zatrzymywane ruchy, dobrze służą, krótkiej historii swobodnych par, rozwijających i zwijających dywan z piór.

Na tym tle część widowiska, spektakl ” Tamashi” w reżyserii Wojciecha Misiury, przenosi odbiorców w czas mityczny – in illo tempore, zdarza się, to co w scenografii sugeruje Japonię Szogunów. Jest to rodzaj mitu kosmologicznego, wraz z jego fabułą wynurza się rzeczywistość jednocześnie teraźniejsza i odwieczna. Wyjątkowa spójność, zaskakującej narracji, doskonała muzyka, w gruncie rzeczy- prostota środków- ruchu niewątpliwie wypracowanego, „sztucznego” , pozwala pomyśleć, że to co dzieje się na scenie jako sztuka, dzieje się we wnętrzu zbiorowej podświadomości, komunikującej się ze światem widzialnym, za pomocą figur i konfiguracji, w tym wypadku poprzez wysiłek artystów. W tym sensie, zaangażowany tancerz opowiada jednocześnie o sobie samym, o wyobrażonej treści, tego co gra i przywraca się rzeczywistości spoza teatru, dając poczucie świężości, dla widza wywodząc treści pierwotnych impulsów, „protonamiętności”, sił upostaciowanych na demoniczne. Tak pomyślany spektakl właśnie w tej części zaczyna dotykać sfery sacrum, pozostaje w tym napięciu by, ku końcowi doznać rozprężenia, z czasem stać się na powrót, jakby częścią programu, elementem gry. Zabieg to niewątpliwie ponowoczesny i bezpośredni, zdaje się, wynikający z pragnienia, by mówić szczerze i bez sztuczności, czy przesady.

 

Bartłomiej Łuniewicz.